BICYKLISTYCZNIE
05-11-2011. XXVIII Rajd Przyjaciół Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich.
Park można poznawać podczas pieszych i rowerowych wędrówek, do których gorąco namawiam wszystkich, którzy jeszcze nie odkryli Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich.


Uczestników rajdu powitał dyrektor PKWŁ, pan Hieronim Andrzejewski.

Miś Jogi był także uczestnikiem Rajdu.

Przejeżdżamy przez Pieńki Henrykowskie k/Brzezin.

Torfowisko Żabieniec we wsi Syberia k/Brzezin

Postój w miejscu odwiecznych, głośnych płazich godów w okolicy wsi Syberia.

Młyn we wsi Dąbrówka Mała k/Brzezin.

Spóźnialskie cyklistki

Corratec i przymilna krowa (zwierzę mlekodajne)

Na wzgórzu w okolicy wsi Tadzin w pobliżu Agro Gabriela.

W nagrodę za trudy rowerowania ;-) w miejscu biwaku czekały na nas przygotowane kiełbaski. i

Stół biesiadny

Huann z charakterystycznym porożem rajdowym.

Też miałem swoją kiełbę i herbcię.

Były i inne atrakcje jak konkursy z nagrodami. Huann obdarowany pięknym albumem.

Podczas oceny bukietów wykonanych z jesiennych liści wystąpiłem w roli wazonu i za trud bycia wazonem otrzymałem przywieszkę - miniaturę głazu narzutowego, a w innym konkursie zgarnąłem nagrodę w postaci prezentowanej tu mapy.


Jednym z konkursowych zadań było wyliczenie 15 owadów. Odpowiedź tego rajdowicza brzmiała: - Piętnaście biedronek. :-)

Miś Jogi poza konkursem zaprezentował liść ochronny.

Ostatni rzut okiem na miejsce biwakowe.

Dworek ukryty w leśnej osadzie Tadzin.
Nie ma rady, trzeba śmigąć po szosie. Jadę trasą na Piątek. Na rondzie w Warszycach skręt w kierunku Ozo. Droga nr 708 już prawie wyremontowana. Asfalt, no powiedzmy na czwórkę. W Bądkowie podejrzliwie spoglądam na niepokojąco szeroki chodnik z polbruku. Chyba jednak nie będzie tu ścieżki rowerowej. I dobrze. Wzdłuż drogi głębokie rowy. Ich ściany w trakcie umacniania. Drogowcy zostawili plastikowe śmieci. Być może posprzątają po sobie. W Modlnej przed cmentarzem zbudowano rondo. Tuż za nim stoi kilkanaście samochodów.

Zatrzymałem się przed bocznym wejściem. Na cmentarzu kręci się sporo osób odwiedzających mogiły bliskich. Odnajduję żołnierskie mogiły. Pochowano tu w Modlnej wielu poległych w Bitwie nad Bzurą.

"MIEJSCE WIECZNEGO SPOCZYNKU/ ŻOŁNIERZY POLSKICH 56 PP 25 KALISKIEJ DP/68 PP, 69 PP, 70 PP, 17 PAL/ 17 GNIEŹNIEŃSKIEJ DYWIZJI PIECHOTY/ ARMII POZNAŃ/ POLEGŁYCH W BITWIE NAD BZURĄ/ W WALCE Z HITLEROWSKIM NAJEŹDŹCĄ/ W DNIACH 10-12 WRZEŚNIA 1939 ROKU"







Na obelisku ptak przypominający bardziej drapieżnego gołębia niż orła bielika.
*

I jeszcze ta tabliczka nagrobna. "Wy drzewa nie szumcie, naszgo syna nie budźcie...". Kiedy opuszczałem cmentarz w Modlnej, zza chmur wyszło słońce. W jego promieniach dojechałem do OZOrkowa. Przeciąłem DK 1 i ...

...zobaczyłem bezuchych dyniogłowych chichrzących się od uch do ucha.
68 km.
Kolejna zmiana czasu z letniego na zimowy odbyła się dla mnie prawie niezauważalnie. 2danger także go nie odczuł, chociaż może i odczuł, ponieważ z przedniego koła zeszło mu nieco powietrza. Dmuchnąłem nieborakowi w gumę małą teleskopową pomką Vella. Kilka chwil po telefonie od Yaro ponownie odezwała sie komórka. Tym razem dzwonił Huann z propozycją, abym przyłączył się do pieszej wędrówki po Lesie Łagiewnickim. Uzgodnione spotkanie rowerowo-piesze w Modrzewiaku ostatecznie nie doszło do skutku :-(
Znowu był pewien problem w jakie kolarskie fatałaszki się odziać. Jako tako się to udało i nawet nie spóźniłem się na orlen, gdzie miejsce zbiórki wyznaczył Yaro. Jednym słowem sukces ;) Nawet w dobrym tempie dojechałem na miejsce i oparłwszy szosę o latarnię czekałem kilka minut na kolegę.Temperatura powietrza wzrosła o półtora stopnia i przez jakiś czas było nawet słonecznie, ale wszystko co dobre szybko się kończy.

Dzisiaj asfalt powiódł mnie znowu do Strykowa, ale wjechałem do miasteczka od strony Smolic. Krótki postój pod sklepem w Strykowie, gdzie jeszcze niedawno stała knajpa Pod Lwem, zaowcował poniższym zdjęciem.

Oto wysłużony rower o nazwie Konsul (produkt bydgoskiego Rometu z lat 1988-1991) pokryty zeskorupiałym błotem. Jego właściciel najpewniej jeździ po terenie w pobliżu budowy autostrady, gdzie wszystko jest przez budowlańców przewrócone do góry nogami. 56 km.
Sobota 29.10.2011. Zamierzałem pojeździć na góralu po Lesie Łagiewnickim, ale skończyło się na krótkiej szosowej trasie do Strykowa droga nr 14. Ciepło i prawie bezwietrznie, całkowite zachmurzenie. Powietrze na granicy zamglenia. Tu i ówdzie jesienne wypalanie śmieci, liści i gałęzi z ogrodów. Przy drodze jak zwykle śmieci w workach, w rozprutych workach i bezładnie porzucone na poboczu, na skraju lasu i zarośli. Wszechogarniający syf.
Dystans 40 km.
Asfalt suchy, lekki wiatr i nisko zawieszona gruba warstwa chmur. Po drodze napotkanych kilku szosowców w ciepłych ciuchach. Jesienność nastała...

Obrazki z trasy.

Zamykać wrota...czy to kryjówka Zimy???

Tylko dla ....
*

Gorący obrazek na dzień zimny, ciemny i krótki.
W towarzystwie Yaro, 100 km przy wariującym liczniku.
24-09-2011. Dzisiaj byłem w grotnickim Ustroniu. Tam, przed laty piętnastu, a może i dwudziestu wraz z kolegą posadziłem sosnę (Pinus nigra?). Krzaczek był mały i szansa, że się zaaklimatyzuje w wybranym miejscu była 50/50. Sosence jednak się udało. Stoi na polanie wysoka i nastroszona zielenią igieł.


Co to za roślina? Kto wie?

Biała k/Zgierza. Zadaszone wejscie prowadziło do Baru Rogatek. Jadłem w nim kiedyś rosół i może coś jeszcze?
72 km

Górki Łubnickie. Droga Piątek-Ambrożew w kierunku Piątku.

Za kępą drzew przy drodze Piątek-Ambrożew w Górkach Łubnickich k/Piątku stoi kapliczka z Nepomukiem.

Rzeka Struga. Kiedy zbudowano nowy most na rzece Strudze droga znalazła się za plecami św. Jana Nepomucena.
Dzisiaj, 17 września jeździłem między zagonami kapusty, pora i cebuli w gminie Piątek i Góra św. Małgorzaty. Kapusty będzie tej zimy dostatek: białej, modrej i włoskiej. Pory wyrosły wręcz gigantyczne. Zdjęć nie zrobiłem więc musicie wierzyć mi na słowo. Drogi między wsiami wąskie lecz o równej asfaltowej nawierzchni. Płasko. Krajobraz monotonny.

To już inne mosty. Przez Głupiejew dojechałem do łęgów nadbzurzańskich w okolicy wsi Czarnopole.

Stary drewniany mostek ledwo sie trzyma i dla bezpieczeństwa powinien zostać rozebrany. Kilka lat temu był tylko ten drewniany.

I jeszcze kładka po zachodniej stronie nowego mostu w Czarnopolu. Wahałem się czy jechać dalej, do Kter, ale zrezygnowałem z podejścia od tej strony. Droga asfaltowa kończyła się tuż za mostem. Dalej była droga gruntowa. Piaszczysta i usiana resztkami bruku i gruzu.
100 km.
11-09-2011
Gorąco było, gorąco. Z Yaro objechaliśmy kawałek asfaltu. Trafiliśmy do Grodziska. Budowa autostrady. I dobrze, ale do cholery dlaczego znikęły przy tym nasze śliwki? Na miejscu gdzie rosły drzewka w opuszczonym, zdziczałym sadzie ułożono betonowe płyty objazdu. W ubiegłym roku było słodko, w tym roku musiało wystarczyć wspomnienie. Teren skrzyżowania Dmosin/Grodzisko już zmienił się nie do poznania, a kiedy ukończona zostanie budowa autostrady to będzie już zupełnie inny świat.


127,5 km
09-09-2011
Co Corraś wyskoczy popedałowałem do Wiączynia, aby przywitać się z przybyłymi tam Nieustraszonymi Łowcami Geokretów. Oto przed budynkiem miejscowej szkoły zjawili się Lavinka i Wujek Tomi. Był także i Aard. Do zmagań z setką ruszył Huann. O godzinie 19 nastąpił start IV Pieszego Rajdu Długodystansowego "Setka po Łódzku" (100km/24h).


Naprzód Huannie !
***
Uzupełniam mój wpis o kopię komentarza, który zamieścił wujek_samo_bro.
Udało się! Po raz trzeci! :D
Przed setą obiecałem sobie, że jeśli poprawię zeszłoroczny wynik (22 h 38 min), a zwłaszcza jeśli zejdę poniżej 20h, to będzie ostatnia setka (zdrowie najważniejsze!) i od przyszłego roku będą to pięćdziesiątki na czas.
Wczorajszy czas: 19 h 15 min - miejsce czwarte (trzy pierwsze podzieli między siebie biegacze ;)
Pozdrawiam posetkowo! - H.Ułan
Szanowny H.Ułanie!
Serdecznie gratuluję, piękny wynik :-) Przed Tobą jeszcze nie jedna ostra setk.., ups...pięćdziesiątka. Jak zawsze będę trzymać kciuki za powodzenie w rajdzie.
"Bez wpisu sierpień - jest pełen cierpień!"
autor: wujek_samo_bro
Ha, coś w tym jest. Sierpień był dla mnie miesiącem częściowego wytchnienia od pracy i rozkosznej mordęgi bicyklistycznej. Urlop nie był długi, ale poprawił mi humor, chociaż i tak wiele nierozwiązanych problemów pozostało, z którymi trzeba będzie się powoli uporać.
Na początku była burza w trzech kaskach rowerowych. Z Yaro i Alheko radziliśmy wytrwale dokąd pojechać. Rozważanych kierunków było więcej niż na róży kompasowej. Ostatecznie wybór padł na Kotlinę Kłodzką, a dokładniej Radków, w którym jednak bazy nie założyliśmy z braku wolnych miejsc noclegowych. Najechaliśmy zatem Ratno Górne graniczące z Radkowem.
Pogoda była wyjątkowo niestabilna więc pobyt został skrócony. Przez Kłodzko wróciliśmy pociągiem do Łodzi. Oczywiście im bliżej było do domu tym niebo robiło się mniej deszczowe i mnie żal było nagłego odwrotu/powrotu, bo przecież mogliśmy zmienić tylko miejsce bazowe. Ratno i Radków położone są blisko siebie i blisko granicy z Republiką Czeską, co ułatwia przedostanie się do naszych miłych sąsiadów, z czego skwapliwie skorzystaliśmy i przeciąwszy ziemię czeską wjechaliśmy ponownie do Polski, do Mieroszowa, aby po niedługiej jeździe znów znaleźć się w Czechach. Przez zielone pagórki zjechaliśmy do Karłowa i na kilka minut do pobliskiej Pasterki posadowionej u stóp Szczelińca.
Rynek w Radkowie okalają stare kamieniczki. Niektóre pochodzą z początków XVI wieku. Oto sień, jednej z kamieniczek.
W Ratnie Górnym.
Za moimi plecami wieś Bozanov w Republice Czeskiej.
Mieroszów.
Police nad Metuji. Republika Czeska, Kralovehradecky Kraj.
Jizdni kola w Police nad Metuji
Tutaj postraszyło nas deszczem
Tutaj było już pogodnie. Będzie podjazd po przekroczeniu niby-granicy i jazda w pobliżu Błędnych Skał. Zjazd do Karłowa.
Do Pasterki
Z Pasterki
i potem Drogą 100 Zakrętów pomknęliśmy wprost do Radkowa. Ho, zjazd jest wręcz smakowity, ale trzeba uważać, trzeba być skupionym, aby nie wylecieć na zakręcie z szosy.
Innego dnia zbłądziliśmy do ruin zamku w Ratnie Dolnym, pobliskich Wambierzyc, Kłodzka, Polanicy. Trasy zobacz na bikestas.
Wambierzyce
Brama Gihon. Wambierzyce.
W Wambierzycach.
W Kłodzku.
Mury twierdzy w Kłodzku
Polanica Zdrój
Po ucieczce z Kotliny Kłodzkiej i odespaniu podróży zacząłem się wiercić i kombinować co począć z pozostałym urlopem. I tak wymyśliłem, że zwalę się na głowę moim przyjaciołom w Koczku. Pewnego pięknego poranka depnąłem w zatrzaski i wieczorem stanąłem na miejscu. Było bardzo miło. Kajak, piesze wędrówki po Puszczy Piskiej, grill.
Puchol w Koczku.
Wieczny pracuś. Żuk gnojowy w Puszczy Piskiej.
Nie chcąc nadużywac gościnności postanowiłem jechać dalej i tak przemieściłem się do Lidzbarka, a właściwie do agro we wsi Cibórz. Poszwędałem się pieszo po okolicy i po samym Lidzbarku.
Zamek krzyżacki w Nidzicy. W zamkowej restauracji zjadłem porządna porcję naleśników z owocami.
Nieczynny młyn we wsi Cibórz k/Lidzbarka.
Lidzbark.
TIRy-zmora Lidzbarka.
Wreszcie przespawszy dwie nocki w Ciborzu śmignąłem do domu. Wicher w powrotnej drodze wiał okrutnie mimo pogodnego nieba.
Płock.
W sobotę 20.08.11 Płock oczekiwał na wyścig kolarski.
Model. Tuż za Pacyną na trasie do Żychlina.
I jeszcze jeden roweroSierpniowy wybryk to jazda z Yaro do Żerkowa koło Jarocina. Ruszyliśmy z Łodzi kilka minut po godzinie drugiej w nocy. Wiatr nam sprzyjał, a asfalty były nadspodziewanie dobre. Jazda w ciemnościach nie skutkowała ciągłym wpadaniem w dziury.
Po jakichś 150 kilometrach stanęliśmy w centrum Żerkowa na drożdżówkę z bananem.
W Żerkowie.
Żerkowska starszyzna rowerowa.
Po doładowaniu akumulatorów Yaro pojechał do Błażejewa, a ja rozpocząłem powrót do Łodzi.
Na trasie było dożynkowo.
Kalisz. Most Aleksandryjski na Prośnie zwany tez Kamiennym w Kaliszu. Napis na kamiennej tablicy umieszczonej w żelaznej balustradzie.
"Obywatele kaliscy pragną, aby most ten kosztem publicznym miasta wystawiony, w marcu 1824 rozpoczęty, a w sierpniu 1825 roku pod imieniem najjaśniejszego Aleksandra I, cesarza i króla, ojca ojczyzny i opiekuna miasta tego ukończony, był dla potomnych świadkiem ich wdzięczności i przywiązania."
Na trasie niemiłym zaskoczeniem była ścieżka rowerowa z fazowanej kostki betonowej między Gołuchowem i Kaliszem. Jeśli chcecie pogubić posiadane ewentualnie w uzębieniu plomby to polecam jazdę po tej ścieżce na rowerze szosowym. Gmina widać cierpi na nadmiar pieniędzy, że takie cudo wybudowała. Nie czepiałbym się gdyby te chyba z okładem 10 km ścieżki było asfaltowe, a tak...Jak wszystkie ścieżki z hukiem budowane i ta już ma widoczne znamiona zaniedbania. Druga ścieżka wydzielona z pasa jezdni jest na odcinku leśnym drogi 710 z Warty do Rossoszycy. Niestety nie dało się po niej jechać z powodu potłuczonych szklanych butelek i naniesionego piachu. Tego dnia (27.08.11) był ponad trzydziestostopniowy upał i trzeba było wpompowac w siebie nieco więcej wody niż zwykle. W Kwiatkowicach powietrze wreszcie się trochę schłodziło i można było przyspieszyć pedałowanie.
I to już koniec tej bezładnej, hurtowej relacji z roweroSierpnia 2011.
Dystanse sierpniowe:
98 km, 68 km, 113 km, 27 km, 293 km, 135 km, 207 km, 341 km.