staahoo

Wpisy

  • czwartek, 03 kwietnia 2008
    • Teraz Schwalbe...

       ...niechybnie Prusak.

      Ki diabeł? Lugano 700x23c kupione i założone na obręcz.  Zobaczymy ile wytrzyma. Miła w wyglądzie i dotyku :)

      Nówka !

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 kwietnia 2008 22:57
    • Złe wibracje...

       ...ale dobre zakończenie.

      Poniedziałek, 31.03.2008.  

      Ufff, jak najszybciej do domu i na rower. Na dzisiaj wystarczy wariactwa w pracy. Spacer z psem, wizyta u weterynarza. Psica wraca do domu galopem. Teraz przebieram się w kolarskie fatałaszki, aparat foto przewieszam przez ramię i hop na FCR3T. Początkowo mam zamiar jechać tylko kilkanaście km, do Dąbrówki. Kiedy jednak znajduję się na DK nr 1 zwanej też spalinówką, jadę prosto. Mijam Zgierz, Proboszczewice i zatrzymuję się w Lućmierzu. To stara wieś. Jej historia sięga XIV wieku.                                                                        

      Ok. 1820 roku,  przy trakcie, w miejscu poprzedniej, wybudowano w stylu klasycystycznym murowaną karczmę. Służyła okolicznym mieszkańcom, ale głównie podróżnym i rolnikom wiozącym płody rolne  na targowiska do Zgierza i Łodzi. Z czasów kiedy po okolicy biegałem w krótkich majtach, pamiętam wozy obładowane towarami, ciągnione przez wytrwałe konie. Spalinówka była wtedy spokojną drogą wyłożoną kostką. Ruch samochodowy był znikomy. Z piasku pobocza można było wygrzebać z łatwością i w dużej ilości podkowy gubione przez konie.

      W karczmie zatrzymywali się na pogaduchy przy butelce wódki wracający z targu rolnicy . Mocno pijani wytaczali się potem z karczmy i gramolili z różnym skutkiem na wozy. Zdarzało się, że konisko samo ruszało i przywoziło do domu śpiącego chłopa, albo wracało samo.                                                       

      W budynku sąsiadującym z karczmą na wysokich obrotach pracowali piekarze. Chleb był okragły, wielki i pchnący. Jego smakowita woń niosła się daleko i wywoływała u mnie psi ślinotok. Do sklepu Samopomocy Chłopskiej umączony piekarz odziany w biało-szary strój wpychał drewniany wózek wypełniony bochnami chleba. Ten zapach i smak ciagle mam w pamięci. Tak smacznego chleba nigdy już później nie jadłem i żal mi trochę dzisiejszych dzieciaków skazanych na pieczywo naszpikowane polepszaczami i diabli wiedzą jakim jeszcze świństwem.  Przyszedł czas na inne smaki. 

      Do karczmy i ja zaglądałem mimo bardzo młodego wieku, a przyciągały mnie tam mocno opieprzone kanapki z tatarem i posiekaną cebulą oraz obrzydliwie słodka oranżada. Bufetowa była jak na moje ówczesne wyobrażenia kobietą ogromną. Miała jakąś koszmarną fryzurę składającą się z dyndających półfrancuskich loków, ostro wymalowana i upudrowana, atakowała podchmielonych chłopów olbrzymim biustem wyzierajacym z równie olbrzymiego dekoltu obcisłej bluzki. Szybko napełniała kieliszki chrzczoną siwuchą. Równie szybko chłopi je opróżniali.  

      Początek końca karczmy był związany po trosze z  wypiekiem chleba. Pewnego roku tradycyjną piekarnię zamknięto, a chleb zaczęto przywozić  z pobliskiego Zgierza, z mechanicznej piekarni. Nie muszę chyba opisywać, że ten produkt to była porażka masowego wypieku.  Zmarniał handel w sklepie, opustoszała powoli karczma. Poza tym przyszedł i czas na zmiany w transporcie.  Wozy konne zaczęły zastępować dostawcze Żuki i Nysy, a te samodzielnie nie chciały trafiać do domu.  Przez długie lata budynek stał pusty i zaczął popadać w ruinę. Brak pomysłów i koniec!

      Karczma w Lućmierzu foto 2006
      1
      2
                                                                                                           
      Zawaliło się, niebezpieczeństwo minęło.
      3
      Koniec karczmy i koniec marudzenia, jadę dalej.
       
      Lekki wiaterek w plecy i wkrótce przede mną wyrasta na jedynce tablica z napisem "Rzeka Bzura". Po lewej stronie drogi w bezlistnych jeszcze zaroślach widać czerwonoceglaste mury budynku pozbawionego dachu. Kolejna ruina.  Młyn, gorzelnia?
      Bzura, a nad nią to co widać.
      4
      Zbiża sie zachód, auuuu!
      5
      Nad Bzurą. Między Ozorkowem, a Gębicami.
      6
      Bzura nabiera tu prędkości i bije pianę.
      tej porze roku i dnia jest tu raczej mało sympatycznie.
      7
      Musiało być bardzo gorąco...
      8
      Brrr, straszno tu !
      9
      W powietrzu drgało coś złowrogiego.  Co skrywają zaglonione baseny? W pobliżu głębokie studzienki wypełnione czarną wodą.  Zdradziecko otulają je suche trawska i badyle. Chlup i...ślad po ciekawskim zaginął.
      Nawet drzewa są tu mroczne.
      W czarnym parku czarne drzewa...
      10
      Uciekam stąd gruntową, nieco rozmiękłą drogą. Dojezdżam do DK nr 1 i zataczam koło tnąc asfalcik przez Cedrowice.
      Zachód Słońca tuż, tuż.
      Zachód Słonca w Cedrowicach.
      11
      Przez Ozorków i Grotniki do Zgierza. Jest już całkiem ciemno jednak widok piękny. Neogotyk w świetle jupiterów.
      Zgierz, kościół sw. Katarzyny.
      12
      Musiał być niewygodny.
      Czyje to???
      13
      Ciemno i żywego ducha w zasięgu wzroku.
      ...ulica Wiązów. Nocny koszmar.
      14
      Przejechane 56 km. 
      Dziękuję za uwagę !

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Złe wibracje...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 kwietnia 2008 22:21
  • środa, 02 kwietnia 2008
    • Niedziela, 30 marca

      ...może nie najcieplej, ale pięknie słonecznie. Na start przyjechałem z Konradem. Dołączyliśmy do czekających już Alheko, Królika i Yaroo.   Szybko, jak najszybciej drogą nr 14 do Strykowa i tam pierwszy postój na parkingu obok nieczynnego zajazdu.

      Chwila oczekiwania i nadjeżdża Konrad.

      Teraz piątka jest w komplecie. Jedziemy dalej: przez Nowostawy do Dmosina, gdzie skręcamy w kierunku Łyszkowic. Na krótko zatrzymujemy się w Trzciance.

      W Łyszkowicach tradycyjnie dochodzi do rozłamu. Konrad i Yaroo chcą wracać, a pozostali jechać dalej. Opcja jazdy do Nieborowa upada. Pedałujemy do Chruślina. Na "czternastce" Konrad postanawia ostatecznie wrócić do Łodzi .  

      W Chruślinie  spotykam znajomego boćka. Nabzdyczony siedzi na starych śmieciach .

      Bielawy, Waliszew Str., Mięsośnia, Popów, Sadówka. Od Bielaw jedziemy ciagle pod wiatr. W Koźlu pstrykam foto kapliczki zasiedlonej  niedawno przez św. Jana Nepomucena. Bez wątpienia to "najmłodszy" Nepomuk w okolicach  Łodzi. 

      Jest niedziela i w Koźlu twardo trzymają się zakazu handlu. Obydwa sklepy zamknięte, a w bidonach pusto.   W Smolicach natomiast jest większa swoboda i w sklepie jest nawet kolejka.

      W Strykowie odłącza się od grupy Yaroo. Zostaje nas trzech. O ukrytym posród drzew dworze we wsi Skotniki, przy drodze Modlna-Leśmierz powiedział mi Aard podczas niedawnej z nim i Alheko wycieczki, kiedy to wszystkim tarmosiła Emma.  Dwór z 1845 roku stoi oczywiście pusty, ale szczęśliwie blaszanie zadaszony więc jeszcze pewnie postoi jakiś czas.  Po drugiej stronie drogi nedzne resztki PGR, z koszmarnym bałaganem i smrodem gnojówki.

      Wracamy przez Czerchów, Sokolniki, Kanią G., Rosanów, Proboszczewice i Zgierz. ( 152 km).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      środa, 02 kwietnia 2008 23:31
  • wtorek, 01 kwietnia 2008

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka