staahoo

Wpisy

  • piątek, 18 kwietnia 2008
  • poniedziałek, 14 kwietnia 2008
    • A co to tam majta na wietrze?

      Po pracy na małą wycieczkę do Rozalinowa. Na ledwie odszklonej ścieżce rowerowej znów jakiś głupek rozbił szklaną butelkę. Na Łagiewnickiej spory ruch samochodowy. Rach-ciach i juz hippodrom, dalej w lewo i potem w prawo , na drogę Zgierz-Stryków. Na szczycie pierwszego podjazdu w lewo i śmigniecie w dół.

      W Nw. Łagiewnikach majtają zawieszone na drutach damskie kozaki. Siecze je deszcz, tarmosi wiatr, suszy Słońce. Chyba przechodzą próbę wytrzymałości. Może staną się herbem wsi?

      tu jesteśmyyyy

                                                   Przed skrętem do Maciejowa pociemniały ze starości dom. Ładny.

      dziadek z drewna

      MB na wysepce wyschniętego stawu. Kiedy ulistnią się krzewy jest z drogi niewidoczna. Stoi we wsi Rozalinów. Jej twórcą był Kazimierz Stacherski, łodzianin, zwiazany przez wiele lat ze wsiami Dąbrówka Marianka i Rozalinów. Kilka lat temu zmarł. Miał 72 lata.. W Dąbrówce Mariance stoi inna figura jego autorstwa.  To św. Antoni. Dawny staw z figurą MB jest ogrodzony, a teren zakrzaczony. Kolejne foto do kolekcji "Sakralia w łódzkiem".

      w Rozalinowie

                             Wracam do Maciejowa i jadę w kierunku Szczawina.

                    singla nie nada

      O, tu nie lubią singli !

                                            W Szczawinie nawrót i Aleją Bukową do Józefowa przez Palestynę.  Z  Józefowa do Ukrainy po kocich łbach. Takie maleńkie Paris-Roubaix.

      kocie łby
      Rezygnuję z jazdy pełnej wibracji . Moją uwagę przykuwa siewca dębów czyli sójka ( Garrulus glandarius).
      Fotostrzał. Jak na moje możliwości całkiem udany.
      sójka

       

      i jeszcze raz sójka
       
      W drodze powrotnej walczę z przednią przerzutką. Łańcuch nie chce zeskoczyć z dużego blatu na mały. Trzeba będzie regulować w domu.
      Przejechane 31 km. Mało, a cieszy. 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „A co to tam majta na wietrze?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 kwietnia 2008 22:10
  • niedziela, 13 kwietnia 2008
    • Piękny Trzynasty...

       Czy trzynastego dobrze się roweruje? Bardzo dobrze! Piękny dzionek. Słonecznie, ale i z chmurą. Z tej był mały deszcz.

      Wcześnie wstałem, ale guzdrałem się niemiłosiernie. Czyściłem rower, łańcuch, kombinowałem przy blatach, aż w końcu do drzwi zadzwonił  Konrad z zapytaniem czy jadę. Jadę! Po drodze telefon od Yaroo. - Jesteśmy w drodze na zbiórkę. Ostatnie dmuchnięcie w oponki i w drogę. Do Strykowa. Alheko narzeka na rower. Coś blokuje przednie koło. Coś poprawiamy i kierunek Nowostawy, Dmosin, Krzywda, Michałów, Kuźmy , Trzcianka, Zarzeka do Lipiec Reymontowskich.. Wiatr nas popychał. Jechało się lekko i przyjemnie. Między Zarzeką, a Lipcami gruntowa droga przez las. Dobrze ubita. Lekko pofałdowany teren. Pychota!

      W Lipcach bez zmian. Chłopów nie widać, w karczmie pusto. Jedyna odmiana to kolor budynku obok zabytkowego obelisku sławiącego Obywatela Kościuszkę Tadeusza. Kolor ścian jest jarząco różowy.  Nad wejściem do chyba sklepu olbrzymia maszynka do golenia. Okropieństwo, bleee.

      Jedziemy prosto w kierunku Jeżowa wkrótce osiągając drogę nr 72. W prawo w kierunku Brzezin i po kilku kilometrach znów w prawo do Rogowa. Rozsiadamy się pod sklepem vis a` vis arboretum. Alheko męczy się z przednim hamulcem tarczowym blokującym koło Hasy. W końcu robimy mały demontaż. Pozostaje czynny tylny hamulec. Alheko może swobodnie pedałować. Pożeramy małe co nieco i znów hop na drogę nr 72. Tym razem pod wiatr. Ruch na drodze znaczny, ale jedzie się dobrze. Nowy asfalt niesie lekko.

      W Brzezinach, przy cmentarzu czekam z Yaroo na pozostałych kolegów, ale pojawia się tylko Konrad. Gdzies wcięło Alheko. Jedziemy do Łodzi. Krótkie czekanie na Konrada przy drodze do Natolina. Jest sms. Konrad woli jechać prosto. My robimy małe kolano przez Natolin do Nowosolnej. Z Yaroo rozstaję się w okolicach ul. Brackiej. Na skrzyżowaniu Inflancka/Stalowa spotykam Alheko. Konrad zaginął.

      Na moim cc dystans 110 km, średnia v= 22 km/h. Całkiem dobrze.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Piękny Trzynasty...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 kwietnia 2008 19:50
  • czwartek, 10 kwietnia 2008
  • niedziela, 06 kwietnia 2008
    • Wybierała się sójka do Sójek.

      Sobota, 05 kwietnia 2008. (150 km) Około południa przypomniałem sobie o Sójkach.  Kiedy kilka lat temu przejeżdżając przez tę wieś napotkałem w bardzo zaniedbanym parku równie zaniedbany dwór. Niestety skończył się w aparacie film i fotografii nie wykonałem. Podczas obchodzenia budynku, po jego zachodniej stronie napotkałem żywe istoty płci męskiej w liczbie dwóch, pluskające się beztrosko w wannie z pańskiej łazienki. Po wymianie uprzejmości opuściłem to nie całkiem zapomniane przez ludzi miejsce. Jeszcze kilkakrotnie znajdowałem się rowerem w pobliżu, ale jakoś nie było czasu na przedzieranie się przez krzaki i pstrykanie zdjęć.O godzinie 13:30 byłem już gotowy do jazdy. Jedna bułka z żółtym serem, dwa jabłka i bidon napoju. W planach były nie tylko Sójki, ale i inne miejsca po obu stronach DK nr 1.W Giecznie napełniaja butelki wodą mineralną i wysyłają w cztery strony świata pod nazwą Giecznianka. Przy drodze znajduje się jeden z wielu na trasie zabytkowych drewnianych kościołów.   

      ...sobota w PiątkuMa lina
       
        
       
       
        
       
       
       
       
       
       
       
        
      ... Piątek z czerwonej cegły
        
         ...mleko, mleko i po mleku
      W tej ruinie mieściła się niegdyś spółdzielnia mleczarska. 

      kościół Przemienienia Pańskiego  w Piątku.

       

      Na rogatce Piątku drewniany kościół pw Przemienienia Pańskiego (1753) i cmentarz  z wieloma starymi nagrobkami. Kończę sobotnie kołowanie po Piatku i śmigam w kierunku Kutna. Po około 7 km spoglądam w prawo i widzę  kolejny drewniany kościół. Wieś Ciechosławice leży na rowerowym szlaku bitwy nad Bzurą. Zbliża się odpust i przekupnie znaczą na asfalcie miejsca targowe. Kościół MB Łaskawej pochodzi z  I poł. XVI w. 

      kościół pw MB Łaskawej, Ciechosławice
      ...Wały!
      Po drodze natrafiam na Wały, ale nikogo nie spotykam. 
      Wkrótce Kutno i droga nr 60 w kierunku Płocka. Omija zgrabie miasto i ma jeszcze równą nawierzchnię oraz szerokie pobocze. W aparacie foto siada zasilanie. Kutno zostawiłem za sobą. Wypatruję stacji paliw gdzie mógłbym kupić baterie. Przed Sójkami jest stacja i sklep. Kupuję pakiet z ośmioma bateriami + mini coopera cabrio w miniaturze, którego uwalniam z opakowania. Niech trochę pojeździ po ławce.
       
      ...cooper-kuper
       
      ...i wreszcie :
        
      ...wieś
        
      Brama do dworu zamknieta ! Okrążam ogrodzenie. Żadnej dziury. Nie zrobię  fotografii dworu Cicheckich, którzy zbudowali go w 1820 roku. Znalazł się ktoś, kto szybko wyremontował dwór i zamknął swobodny dostęp do parku i budynku.  I bardzo dobrze. Przynajmniej ten dwór ocaleje. Jakoś nie chciało mi się skakać przez płot. Muszę obejść się jedynie foto narożnej kolumny muru. Dobre i to. Wybierała się Sójka za morze...

       

      ...wieżyczka na mur.
      Po dwóch, trzech kilometrach za Sójkami stoi taki oto opuszczony budynek z metryką na szczytowej ścianie.
       
       
       1888
       
      Teraz Strzelce. Komin, kościół, dwór, pozostałości wielkiego folwarku i pijany słup.
        
      Strzelce
       
      Z drogi nr 60 skręcam w lewo w kierunku na Łanięta. Droga o mało zachwycajacej nawierzchni. Po około 1,5 km  zaczyna się  las. Kapliczka myśliwska z św. Hubertem postawiona w 2000 roku przez koło łowieckie Sokół w czterdziestą rocznicę jego istnienia. Myśliwi szklą kapliczki i żeby cokolwiek sfotografować trzeba się nieco namęczyć. Podobna kapliczka stoi w okolicy wsi Sójki.
        
      Hubertus
        
       
      Franciszków
       
      Franciszków. Dwór. Na drodze dziura na dziurze. Nieustannie lawiruję rowerem, aby nie wpaść w wiekszą wyrwę. Słońce coraz niżej. Oj, źle, a miałem jeszcze do Besiekier skoczyć. Dzisiaj już nie da rady.  Za chwilę Łanięta. Jadę wzdłuż walacego się kamiennego muru i budynków dawnej cukrowni. Miejscowy drób wita.
        
       ptaszyska
       
      Łanięta. To najcenniejsza budowla we wsi.
        
      ...Łanięta.
        
      ...wejcie do dzwonnicy.
        
      ...ciasno.
      Jak długo w Łaniętach będzie błogi spokój? W okolicy ma powstać składowisko odpadów radioaktywnych... Zmierzch. Czas wracać. Wybieram drogę do Krośniewic. Pusto. Jadę pod lekki wiatr. Chyba przesadziłem....
        
      G.R.O.D.N.O.
       
      Strachy na Lachy, trochę kręcenia i już Krośniewice. 
       
      ...w Krośniewicach
       
      Coraz ciemniej. Włączam oświetlenie. Czeka mnie nuda jazdy DK 1. Najgorsze chwile  w ciemnościach to oślepiające światła samochodów nadjeżdżających z przeciwka. Te, które mnie wyprzedzają oświetlają mi drogę.
        
      Łeczyca nocą
       
      W Łęczycy.
      Przy rondzie w Emilii dojadam resztki bułki i dopijam to co zostało w bidonie. W kompletnych ciemnościach dojeżdżam do Proboszczewic. Po drodze Las Grotnicki i lućmierskie pola.
        
       
      Plac JP II w Zgierzu 
       ...i Zgierz, Plac JP II.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wybierała się sójka do Sójek.”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 kwietnia 2008 23:37
  • czwartek, 03 kwietnia 2008
    • Teraz Schwalbe...

       ...niechybnie Prusak.

      Ki diabeł? Lugano 700x23c kupione i założone na obręcz.  Zobaczymy ile wytrzyma. Miła w wyglądzie i dotyku :)

      Nówka !

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 kwietnia 2008 22:57
    • Złe wibracje...

       ...ale dobre zakończenie.

      Poniedziałek, 31.03.2008.  

      Ufff, jak najszybciej do domu i na rower. Na dzisiaj wystarczy wariactwa w pracy. Spacer z psem, wizyta u weterynarza. Psica wraca do domu galopem. Teraz przebieram się w kolarskie fatałaszki, aparat foto przewieszam przez ramię i hop na FCR3T. Początkowo mam zamiar jechać tylko kilkanaście km, do Dąbrówki. Kiedy jednak znajduję się na DK nr 1 zwanej też spalinówką, jadę prosto. Mijam Zgierz, Proboszczewice i zatrzymuję się w Lućmierzu. To stara wieś. Jej historia sięga XIV wieku.                                                                        

      Ok. 1820 roku,  przy trakcie, w miejscu poprzedniej, wybudowano w stylu klasycystycznym murowaną karczmę. Służyła okolicznym mieszkańcom, ale głównie podróżnym i rolnikom wiozącym płody rolne  na targowiska do Zgierza i Łodzi. Z czasów kiedy po okolicy biegałem w krótkich majtach, pamiętam wozy obładowane towarami, ciągnione przez wytrwałe konie. Spalinówka była wtedy spokojną drogą wyłożoną kostką. Ruch samochodowy był znikomy. Z piasku pobocza można było wygrzebać z łatwością i w dużej ilości podkowy gubione przez konie.

      W karczmie zatrzymywali się na pogaduchy przy butelce wódki wracający z targu rolnicy . Mocno pijani wytaczali się potem z karczmy i gramolili z różnym skutkiem na wozy. Zdarzało się, że konisko samo ruszało i przywoziło do domu śpiącego chłopa, albo wracało samo.                                                       

      W budynku sąsiadującym z karczmą na wysokich obrotach pracowali piekarze. Chleb był okragły, wielki i pchnący. Jego smakowita woń niosła się daleko i wywoływała u mnie psi ślinotok. Do sklepu Samopomocy Chłopskiej umączony piekarz odziany w biało-szary strój wpychał drewniany wózek wypełniony bochnami chleba. Ten zapach i smak ciagle mam w pamięci. Tak smacznego chleba nigdy już później nie jadłem i żal mi trochę dzisiejszych dzieciaków skazanych na pieczywo naszpikowane polepszaczami i diabli wiedzą jakim jeszcze świństwem.  Przyszedł czas na inne smaki. 

      Do karczmy i ja zaglądałem mimo bardzo młodego wieku, a przyciągały mnie tam mocno opieprzone kanapki z tatarem i posiekaną cebulą oraz obrzydliwie słodka oranżada. Bufetowa była jak na moje ówczesne wyobrażenia kobietą ogromną. Miała jakąś koszmarną fryzurę składającą się z dyndających półfrancuskich loków, ostro wymalowana i upudrowana, atakowała podchmielonych chłopów olbrzymim biustem wyzierajacym z równie olbrzymiego dekoltu obcisłej bluzki. Szybko napełniała kieliszki chrzczoną siwuchą. Równie szybko chłopi je opróżniali.  

      Początek końca karczmy był związany po trosze z  wypiekiem chleba. Pewnego roku tradycyjną piekarnię zamknięto, a chleb zaczęto przywozić  z pobliskiego Zgierza, z mechanicznej piekarni. Nie muszę chyba opisywać, że ten produkt to była porażka masowego wypieku.  Zmarniał handel w sklepie, opustoszała powoli karczma. Poza tym przyszedł i czas na zmiany w transporcie.  Wozy konne zaczęły zastępować dostawcze Żuki i Nysy, a te samodzielnie nie chciały trafiać do domu.  Przez długie lata budynek stał pusty i zaczął popadać w ruinę. Brak pomysłów i koniec!

      Karczma w Lućmierzu foto 2006
      1
      2
                                                                                                           
      Zawaliło się, niebezpieczeństwo minęło.
      3
      Koniec karczmy i koniec marudzenia, jadę dalej.
       
      Lekki wiaterek w plecy i wkrótce przede mną wyrasta na jedynce tablica z napisem "Rzeka Bzura". Po lewej stronie drogi w bezlistnych jeszcze zaroślach widać czerwonoceglaste mury budynku pozbawionego dachu. Kolejna ruina.  Młyn, gorzelnia?
      Bzura, a nad nią to co widać.
      4
      Zbiża sie zachód, auuuu!
      5
      Nad Bzurą. Między Ozorkowem, a Gębicami.
      6
      Bzura nabiera tu prędkości i bije pianę.
      tej porze roku i dnia jest tu raczej mało sympatycznie.
      7
      Musiało być bardzo gorąco...
      8
      Brrr, straszno tu !
      9
      W powietrzu drgało coś złowrogiego.  Co skrywają zaglonione baseny? W pobliżu głębokie studzienki wypełnione czarną wodą.  Zdradziecko otulają je suche trawska i badyle. Chlup i...ślad po ciekawskim zaginął.
      Nawet drzewa są tu mroczne.
      W czarnym parku czarne drzewa...
      10
      Uciekam stąd gruntową, nieco rozmiękłą drogą. Dojezdżam do DK nr 1 i zataczam koło tnąc asfalcik przez Cedrowice.
      Zachód Słońca tuż, tuż.
      Zachód Słonca w Cedrowicach.
      11
      Przez Ozorków i Grotniki do Zgierza. Jest już całkiem ciemno jednak widok piękny. Neogotyk w świetle jupiterów.
      Zgierz, kościół sw. Katarzyny.
      12
      Musiał być niewygodny.
      Czyje to???
      13
      Ciemno i żywego ducha w zasięgu wzroku.
      ...ulica Wiązów. Nocny koszmar.
      14
      Przejechane 56 km. 
      Dziękuję za uwagę !

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Złe wibracje...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 kwietnia 2008 22:21
  • środa, 02 kwietnia 2008
    • Niedziela, 30 marca

      ...może nie najcieplej, ale pięknie słonecznie. Na start przyjechałem z Konradem. Dołączyliśmy do czekających już Alheko, Królika i Yaroo.   Szybko, jak najszybciej drogą nr 14 do Strykowa i tam pierwszy postój na parkingu obok nieczynnego zajazdu.

      Chwila oczekiwania i nadjeżdża Konrad.

      Teraz piątka jest w komplecie. Jedziemy dalej: przez Nowostawy do Dmosina, gdzie skręcamy w kierunku Łyszkowic. Na krótko zatrzymujemy się w Trzciance.

      W Łyszkowicach tradycyjnie dochodzi do rozłamu. Konrad i Yaroo chcą wracać, a pozostali jechać dalej. Opcja jazdy do Nieborowa upada. Pedałujemy do Chruślina. Na "czternastce" Konrad postanawia ostatecznie wrócić do Łodzi .  

      W Chruślinie  spotykam znajomego boćka. Nabzdyczony siedzi na starych śmieciach .

      Bielawy, Waliszew Str., Mięsośnia, Popów, Sadówka. Od Bielaw jedziemy ciagle pod wiatr. W Koźlu pstrykam foto kapliczki zasiedlonej  niedawno przez św. Jana Nepomucena. Bez wątpienia to "najmłodszy" Nepomuk w okolicach  Łodzi. 

      Jest niedziela i w Koźlu twardo trzymają się zakazu handlu. Obydwa sklepy zamknięte, a w bidonach pusto.   W Smolicach natomiast jest większa swoboda i w sklepie jest nawet kolejka.

      W Strykowie odłącza się od grupy Yaroo. Zostaje nas trzech. O ukrytym posród drzew dworze we wsi Skotniki, przy drodze Modlna-Leśmierz powiedział mi Aard podczas niedawnej z nim i Alheko wycieczki, kiedy to wszystkim tarmosiła Emma.  Dwór z 1845 roku stoi oczywiście pusty, ale szczęśliwie blaszanie zadaszony więc jeszcze pewnie postoi jakiś czas.  Po drugiej stronie drogi nedzne resztki PGR, z koszmarnym bałaganem i smrodem gnojówki.

      Wracamy przez Czerchów, Sokolniki, Kanią G., Rosanów, Proboszczewice i Zgierz. ( 152 km).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      środa, 02 kwietnia 2008 23:31
  • wtorek, 01 kwietnia 2008

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka