staahoo

Wpisy

  • niedziela, 27 września 2009
  • czwartek, 24 września 2009
    • Czy będzie pan sikać na cmentarzu?

      Osiemnastego września 2009 w drodze do Rapat zatrzymałem się w Gąbinie. Na wylotowej ulicy w kierunku Płocka, nieopatrznie rzuciłem prawym okiem na prawo i zobaczyłem ocieniony starymi drzewami i okolony niskim murem cmentarz. Trzeba zwiedzić i pstryknąć foty, bo już z daleka widzę, że to stary cmentarz ewangelicki. Hamowanie i podchodzę do obstrupionej rdzą cmentarnej bramy. Luzuję równie zardzewiały łańcuch udający barierę nie do przebycia, otwieram furtkę wprowadzam rower i nagle słyszę za plecami łomot ciągnika rolniczego. Zatrzymał się i hałasuje. Odwracam się i wtedy On, traktorzysta, wyłącza silnik i wrzeszczy przez ulicę: 

           - Czy będzie pan sikać na cmentarzu?

      -Nie!

          -To po co pan tam wchodzi? Turysta? Ewangelik ?

      -To oni tu sikają?

      -A różni!

      -Taki tu zwyczaj?

      -No, nie! Ja tu jestem opiekunem, na pewno nie będzie pan sikać?

      -Nie. Wysikałem się przed wjazdem do Gąbina. Skoro jest pan opiekunem cmentarza to może mi pan opowie coś o jego historii, bo o sikaniu jak słyszę wie pan wszystko.

      -Eee, niewiele wiem. O, ten tam duży nagrobek to pastora, a tam po prawej w końcu to jednego oficera. Tylko niech pan czasem nie sika na cmentarzu.

      Traktorzysta-opiekun-spec-nie-spec-od-sikania machnął ręką, uruchomił wreszcie swoją maszynę i odjechał tam dokąd miał jechać, a podejrzewany o obsikiwanie cmentarzy cyklista wkroczył między stare nagrobki. Ufff....

      *

      Cmentarz ewangelicki w Gąbinie, kilka fotografii.

      1

      2

      Grób i żeliwna tablica nagrobka pastora Wilhelma Bando, który parafię ewangelicką w Gąbinie prowadził przez 44 lata.

      3

      W tej mogile spoczywa porucznik Henryk Moldenhawer, powstaniec styczniowy.

      4

      5

      6

      7

      *

      Opuściłem Gąbin i Międzygalaktyczny Śmigacz 2danger doprowadził mnie nad Wisłę. Między Dobrzykowem i Jordanowem Wisła jest bardzo blisko drogi.

      7

      3

      2danger na wale przeciwpowodziowym w Jordanowie nad Wisłą.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Czy będzie pan sikać na cmentarzu?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 września 2009 01:22
  • poniedziałek, 21 września 2009
  • niedziela, 20 września 2009
    • Egipskie ciemności

      Egipskie ciemności zapadły kiedy dojechałem do wsi Rapaty.

      I co słychać w Rapatach? Ano, słychać nieustający łoskot i skowyt wielkich maszyn pracujących w bezpośredniej bliskości wsi. Trudno ocenić czy i jak długo wytrzyma to kilkadziesięciu mieszkańców. Wydobywa się tam na wielką skalę kruszywa.

       Teren jest przez to zdewastowany, ale jednocześnie nieodparcie przywodzi na myśl egipskie piaski. Żałuję bardzo, że nie zdążyłem przed zachodem słońca, ponieważ liczyłem na zrobienie ciekawych fot tego miejsca. Teraz tylko fotografie tablic z nazwami miejscowości. Może kiedyś tu wrócę? Do wsi prowadzi asfaltowa droga. Co trochę znika pod warstwą ostrego, drobnego piasku. Mija mnie wielka wywrotka wzbijająca równie wielką chmurę pyłu. Jestem ukurzony od butów SPD po czubek kasku. Wjeżdżam/wchodzę do wsi. Żywej duszy. W oknach nielicznych domostw pali się światło. Szczekają psy. W centrum, rondo wyjeżdżone przez autobus i wiata przystanku, przy której wkładam na siebie cieplejsze ciuchy kolarskie i zjadam bułkę... powoli robi się coraz chłodniej. Telefonuję w poszukiwaniu noclegu, ale telefony milczą. Dokąd teraz jechać: Działdowo czy Lidzbark? Wybieram Lidzbark Welski. Może odnajdę agroturystykę, w której biwakowaliśmy podczas rowerowego wypadu sprzed dwóch lat  na bitwę pod Grunwaldem? Jadę przez Koszelewy i Wąpiersk.

       Ciemno, ciemno, ale droga jest równa jak stół. Żadnych dziur. Teraz już prawie nie wieje lodowaty wiatr N/NE, który towarzyszył mi w ciągu całego dnia jazdy. Jest natomiast bardzo zimno Wciągam więc membranę przeciwdeszczową. Upocę się, ale przynajmniej nie będzie mnie przewiewać. Jest już po dwudziestej drugiej kiedy pojawiam się w Lidzbarku.

      Cibórz ze wspomniną kwaterą leży w innej stronie miasta i odechciało mi się tam jechać. Postanawiam wracać. W Łodzi muszę być w sobotę do godziny piętnastej. No, to siup w ciemności. Byłoby bardziej urokliwie gdyby świecił księżyc, a tak jest czarno. Natomiast niebo jest pięknie rozgwieżdzone. Około północy zaczyna znowu wiać zimny wiatr i znowu w twarz. Jest mi coraz zimiej i odczuwam senność.  - Ławkę za król...! He, tego nie posiadam, ale od roweru wara !

      .

      O wygodną ławkę na trasie nie jest łatwo, gdyż wiekszość z nich usunięto. Znajduję jednak "miękką" drewnianą ławkę przed Żurominem. Krótkie wypoczywanie, bo i tak zasnąć nie mogę, a może i na chwilę zasypiam? Wstaję i dygoczę z zimna. Trzeba jechać dalej. Na stacje benzynowe przestaję liczyć. Mało ich po drodze i sprzedają tylko paliwa. Z opresji ratuje mnie dopiero Statoil w Płocku.

       Zamawiam herbatę. Z przemarznięcia ledwie gębą ruszam. Sprzedawca wyręcza mnie

       w jej przygotowaniu. Wcześniej cierpliwie obserwował jak zgrabiałymi łapami niezdarnie wyjmuję pieniądze z etui. Gorąca, przesłodzona herbata i hot-dog dobrze mi zrobiły. Poczułem przypływ energii.  Wczesny ranek tuż za Płockiem jest spowity we mgle i skąpany w krwawym wschodzie słońca.

      Po starym moście na drugi brzeg Wisły. Przez Gostynin, Kutno i Piątek do domu. 452 km.

      -Jak było?

      - Dobrze było, tylko dupsko nieco obolałe i w niedzielę przerwa w rowerowaniu :-)

      *

      Zapachy na trasie.

      Smród z wydechu starego diesla, który właśnie z wysiłkiem wyprzedził cyklistę. Zapach czarny, lepki i gryzący.

      Słodkawy i mglisty zapach tysięcy kurczaków i kur stłoczonych w długich, białych budynkach - ich pierwszym i ostatnim miejscu bytowania.

      Zielony, mokry zapach skoszonych traw.

      Smród ledwie opróżnionego szamba czy sławojki.

      Atakujący zapach hałdy wytłoków buraka cukrowego.

      Ciężki zapach obornika.

      W dwóch nutach woń rozkładającego się w zaroślach zwierzęcego trupa .

      Smród zbioru śmieci na przydrożnym parkingu.

      Śliski zapach lisiego ciała zmasakrowanego przez rozpędzony samochód.

      Wilgotna, ostra woń ludzkiego moczu w ciemnej sieni starego, drewnianego budynku.

      Dymny smród grillowania.

      Cudowny zapach pieczonego chleba.

      Rodem z piekła zapach wylewanej masy asfaltowej.

      Zapach zbieranej cebuli.

      Zapach zaoranej ziemi.

      Zapach gnijacej wody w stawie.

      Lekki zapach smażonej nad Wisłą ryby.

      Mieszanka zapachowa wiejskiego sklepiku.

      Wreszcie mój zapach- smrodek ciała i ciuchów spoconego i zakurzonego cyklisty...

      *

      Jak zdobyć prawobrzeżny Płock na rowerze? Aby przejechać na prawy brzeg Wisły potrzeba mostu. W Płocku są dwa. Pierwszy: stary z nitką szyn kolejowych, jezdnią i przejściem dla pieszych. Przejazd każdego samochodu wprawia go w nieprzyjemny dygot.

      Jest też na nim wąski pas dla pieszych. Przed mostem znak zakazu ruchu dla rowerów. Są dwie opcje: zignorować zakaz i jechać jezdnią (miejsca wystarczająco dla wszystkich pojazdów), albo przeprowadzić rower do pasa dla pieszych i odbyć po nim spacer

      na drugi brzeg.

      Płock. Krajobraz z elewatorem.

      Chociaż nie wolno, rowerzyści korzystają z obu opcji z tym, że dwa rowery nie miną się na pasie dla pieszych. Ktoś musi komuś ustąpić miejsca schodząc z roweru i przyciskając się do barierki mostu.

      Drugi most. To piękna i lekka konstrukcja. Srodze się jednak zawiodłem jadąc od strony Gąbina i licząc, że po nim przejadę Wisłę. Most jest wyłącznie dla samochodów. Szkoda.

      *

      Gmina Łąck uszczęśliwia na drodze nr 60 ścieżką rowerową. Częściowo równa nawierzchnia, ale na małym fragmencie, pozostałe odcinki rozkosznie faliste. Jak widać wszystko można spieprzyć. Stara, wiejska kobieta na rowerze-gruchocie wybiera pobocze drogi. Wprzedzam ją szybko. Przede mną kilka miejsc przebudowy drogi. Ruch sterowany wahadłowo światłami.

      *

      Dla cyklistek dyniowy kwiatek z okolic Kutna !

      :-)

      18/19.09.2009

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Egipskie ciemności”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 września 2009 10:22
  • środa, 16 września 2009
    • Brochów

      W dniu 13 września 2009 roku, cykliści w liczbie trzech wybrali się do Brochowa, gdzie na nadbzurzańskich łąkach inscenizowano epizody z Bitwy nad Bzurą  i potyczek z wojskami sowieckimi na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej. 

      Wcześnie jak na niedzielne wypady rowerowe, bo o godzinie 07:30, spotkałem się z Alheko na radogoskim Placu Słonecznym. O godzinie ósmej byliśmy pod Orlenem (Wycieczkowa/Strykowska) i w chwilę później nastąpił ostry start drogą nr 14 w kierunku Sochaczewa. Nasza trasa przecięła między innymi rzeki: Moszczenicę, Mrogę, Mrożycę, Kalinówkę, Uchankę, Bobrówkę, Bzurę i pewnie jeszcze inne rzeczki i cieki wodne przemykające pod asfaltem drogi. Zatrzymaliśmy się na stacji paliw tuż przed rondem sochaczewskim. Na liczniku średnia 31 km/h. Tu niebawem dołączył do nas Królik jadący ze Zgierza ze średnią 34 km/h. Teraz już we trójkę dojechaliśmy do Brochowa.

      1

      2

      3

      4

      5

      6

      7

      8

      9

      10

      10.1

      10.2

      Cykliści są wszędzie :-)

      10.3

      Motocykliści także nie zawiedli.

      *

      W drodze powrotnej przekroczyliśmy ponownie Bzurę, tym razem po moście we wsi Witkowice.

      11

      12

      Pamięci ppłk Łukasza Cieplińskiego ps."Pług". Witkowice.

       

      **

      Przez Młodzieszyn, Rybno, Kocierzew, Różyce i Łowicz nastąpił powrót na  drogę nr 14 w kierunku Łodzi. 200 km.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Brochów”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      środa, 16 września 2009 00:32
  • sobota, 12 września 2009
    • Cyklist

      Stanisław z Łodzi jak zwykle spóźniony. Siedem minut spóźnienia wystarczyło, aby spod Łódzkiego Domu Kultury odjechała grupka cyklistów przybyła na rajd rowerowy i wieczór autorski  z rowerującym pisarzem i poetą Przemysławem Owczarkiem . Pojechałem ul. Kilińskiego. Na Tuwima minąłem "Annę" i Międzygalaktyczny Śmigacz poniósł mnie w kierunku Alei Włókniarzy z jej ścieżką rowerową, która wyrzuciła nas poza asfaltową równinę. Pojechałem wprost do Nowej Gdyni męcząc się na licznych krawężnikach i przejazdach, czekając na zmiany świateł, podrygując na pofałdowanej nawierzchni z kostki. Ważne, że ZDiT jest dumny ze swego dzieła. 

      1

      Na siodełku Gianta Custom, na rowerze Przemysława Owczarka, egzemplarz jego książki "Cyklist".

      Zainteresowanych zakupem książki odsyłam do Księgarni "Mała Litera" przy ul. Nawrot 7 w Łodzi i do Ośrodka Literackiego w Łódzkim Domu Kultury.

      2

      3

      4

      2, 3, 4

      Przemysław Owczarek, autor książki "Cyklist"

      5

      Nie jest to książka o pocie, krwi i łzach kolarskich. Rower, na którym przemieszcza się narrator po terenach okołomiejskich, a jest to i las i okolice wysypiska śmieci czy rzeki Ner, to pretekst do poetyckich rozważań o ludziach, relacjach między nimi, przyrodzie, którą bezlitośnie tłamsimy i naszym w niej miejscu. Zapis jest bardzo osobisty, ale i czytelnik może odnaleźć w nim wiele z tego co atakuje jego myśli także podczas włóczęgi rowerem.

      *

      Motto do książki "Cyklist" :

      "Ale jako rowerzysta człowiek jest wyjęty spod prawa. Zmuszony do życia na marginesie społeczeństwa i na bakier z przyjętym porządkiem ruchu drogowego, który coraz częściej dotyczy zmotoryzowanych użytkowników dróg. Rowerzystów się gnębi, jesteśmy milczącą mniejszością, naszych ścieżek łowieckich jest coraz mniej i próbuje się nam narzucić model, który do nas nie pasuje, nie pozwala się nam mówić naszym własnym językiem i zmusza nas, żebyśmy zeszli do podziemia."

      Erlend Loe, Doppler

      *

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Cyklist”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      sobota, 12 września 2009 23:52
  • piątek, 11 września 2009
    • Do Anny

      1

      Takie reklamy dekoncentrują mnie jako pieszego, ale podczas śmigania rowerem stanowią miły odpoczynek od widoku asfaltu. Wzrok wreszcie skierowałem na trotuar i jakoś doczłapałem na ulicę Tuwima.

      2

      3

      4

      Stojąc za wejściem do Baru Anna sfociłem niszczejący budynek dawnego kina Gdynia (ulica Tuwima w Łodzi).

      5

       

      6

      7

      8

      9

      Wybrałem "Janów". Wypłynęło bicyklistyczne wspomnienie Traktu Janowskiego . Było też "Brackie" z Cieszyna o dziwnym żelazistym smaku.

      10

      Rozmowy toczyły się w poważnej atmosferze przy pełnym, wzajemnym zrozumieniu tego, co kto miał do powiedzenia, a wyszedł z nich plan październikowej ekspedycji samochodowo-rowerowej do jednego z ościennych państw, ale o tym innym razem.

      11

      ...a teraz powrót do domu ulicą Piotrkowską:

       

      12

      ...a, może by tak rikszą ?

      13

      Zastygły w brązie Julian Tuwim.

      14

      Wiele lat temu, kiedy wpadłem z Pucholem do filmówki wpadliśmy też na rektora Klubę. Na nasz widok poruszył niespokojnie krzaczastymi brwiami i czym prędzej zniknął za drzwiami swego gabinetu. W kącie hallu, na ławce, na swoją kolej oczekiwała w widocznym napięciu Małgorzata Potocka, ale ta nie poruszyła na nasz widok nawet rzęsami. 

      15

      Jeden z miejskich zdrojów ulicznych. Mnie się podoba, ale są tacy, którym się nie podoba.

      16

      Autobusem w otchłań Radogoszcza.

      10 września 2009 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Do Anny”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      piątek, 11 września 2009 23:41
  • wtorek, 08 września 2009
    • Popychani wiatrem...

      ...śmignęliśmy do Kompiny k/Łowicza ( 06.09.2009 ). Średnia wyszła nam 30,1 km/h. Tam zwiedziliśmy polski cmentarz wojskowy i przejechawszy przez Patoki dokonaliśmy odwrotu na trasę Warszawa-Poznań. W stronę Maurzyc nie było już tak słodko mimo zjedzonego wcześniej kilograma brzoskwiń. Teraz jechaliśmy pod wiatr.

      1

      Co się czerwieni w łowickich sadach?

      2

      Most profesora Bryły na Słudwi przemalowano z zaje%iście  na spokojny. Rzęsa na rzece zachowała swą naturalną.

      3

       Na skróty przeszliśmy na teren skansenu skąd dobiegały odgłosy muzyki ludowej. Dożynki powiatowo-gminne Łowicz-Zduny 2009, dożynki...ludzi mrowie, ludowe stroje, kolorowe balony, dymy z grilla, sfora ochroniarzy, wyfiokowane nastolatki, ryczące małe dzieci, strażacy z sikawkami gotowymi do użycia, aktywistki z kół gospodyń wiejskich... w karczmie piwo po 4 zł, a dla nas za 15 zł po schabowym z ziemniakami i surowką (echo eksperymentu rzgowskiego). Po zaspokojeniu wilczego głodu pojechaliśmy w kierunku Soboty i Waliszewa.

      4

      5

      6

      7

      8

      9

      Przystanek Mięsośnia.

      W Mięsośni niebo zasnuło się chmurami i zaczął padać deszcz. Powrót do domu na mokro. Pampers ciężki od wody, na plecach błotna ścieżka po kark i chlupocząca deszczowka w butach. Przestało padać w Swędowie, ale dla nas była to już musztarda po obiedzie. W drodze powrotnej średnia spadła do 23,5 km/h. Dystans: 155 km.

      Dzisiaj, wyczyściłem rower i nasmarowałem łańcuch. Jest dobrze, poza tym, że buty nadal mokre i dziwnie podśmierdują. Będzie dezynfekcja i pranie :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Popychani wiatrem...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 września 2009 21:17
  • poniedziałek, 07 września 2009
    • W Kompinie...

      ...nad grobami żołnierskimi szumią dęby. Poza tym jest cicho, bardzo cicho....

      "W DNIACH 14-15 WRZEŚNIA 1939 ROKU, 26 DYWIZJA PIECHOTY ARMII "POMORZE" STOCZYŁA KRWAWĄ BITWĘ Z HITLEROWSKIM NAJEŹDŹCĄ, NA ZIEMIACH WSI KOMPINA I PATOKI. POLEGŁYCH GRZEBANO W TYMCZASOWYCH MOGIŁACH NA POLU WALKI POMIĘDZY RZEKĄ BZURĄ, A SZOSĄ PROWADZĄCĄ DO ŁOWICZA.
      ZIMĄ, 1940 ROKU WYZNACZONO CZĘŚĆ ZIEMI PAŃSTWOWEJ, POŁOŻONEJ PRZY DRODZE WE WSI KOMPINA NA CMENTARZ WOJSKOWY I WIOSNĄ TEGO ROKU MIESZKAŃCY WSI PRZEPROWADZILI EKSHUMACJĘ ZWŁOK POLEGŁYCH ŻOŁNIERZY. POCHOWANO TU TAKŻE 6 CZŁONKÓW RUCHU OPORU, ROZSTRZELANYCH PRZEZ OKUPANTA W ŁOWICZU. USYPANO POJEDYNCZE MOGIŁY Z DREWNIANYMI KRZYŻAMI, KTÓRYMI DO KOŃCA WOJNY, Z INICJATYWY GRUPY AK  OPIEKOWAŁA SIĘ LUDNOŚĆ OKOLICZNYCH WSI.
      " (fragment tekstu z tablicy informacyjnej umieszczonej na ogrodzeniu cmentarza we wsi Kompina k/ Łowicza)

      1

      2

      3

      4

      5

      6

      7

      8

      9

      10

      11

      *

      Z wycieczki rowerowej do wsi Kompina, Patoki i Maurzyce w dniu 6 września 2009.  O tej wycieczce w kolejnej nocie.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „W Kompinie...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 września 2009 20:57

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka