staahoo

Wpisy

  • wtorek, 27 sierpnia 2013
    • Dzień różowych strzałek. KBM 2013. (5)

      18 sierpnia 2013. Śniadanie w hotelu. Uf, chyba trochę zbyt obfite. Ponownie dojazd na start na Arenavagen 5. Ponieważ po godzinie osiemnastej odpływamy do Gdyni, dystans ustalono na 96 km. Dzisiaj odwiedzamy tylko jeden punkt żywieniowy mimo, iż smaczne ciasta kuszą jak diabli... Organizator zdecydował, że przez 96 kilometrów prowadzić będą nas różowe strzałki kierunkowe na asfalcie i tak dojechaliśmy do mety.

      Noc z 17/18.08.2013 rowery uczestników KBM 2013 przespały w hali sportowej za hotelem Scandic.

      Nasze rowery ukryliśmy za bramką.

      Na mecie II etapu Karlskrona Bike Marathon 2013. 

      Jesteśmy już po pasta party. Powoli zbieramy się do odjazdu w kierunku portu. Wracamy. Niebo zachmurzone. Podczas przejazdu zaczyna siąpić deszcz.

      Po kolacji, późnym wieczorem w dyskotece promu StenaLine otrzymujemy pamiątkowe dyplomy przygotowane przez Stowarzyszenie Rowerover.

      Następnego dnia o poranku wysiadamy na ląd w Gdyni. O 15:10 wsiadamy do pociągu i po męczącej, długiej jeździe jesteśmy w domu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Dzień różowych strzałek. KBM 2013. (5)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 sierpnia 2013 22:12
    • KBM 2013. Dzień pierwszy. (4)

      17 sierpnia 2013.  Prosto z promu wyruszamy na miesce startu. Nasze bagaże do hotelu zawiezie samochód orgów. Zatrzymujemy się przed Blekinge Health Arena przy Arenavagen 5. Z niecierpliwością oczekujemy na przeciągający się moment startu. Maraton zabezpieczają motocykliści. Na motocyklach trasę patrolują ratownicy medyczni. Dzisiaj oficjalny dłuższy dystans to 156 km. Trasa jest oznakowana  na asfalcie żółtymi strzałkami. Ponad to na niektórych skrzyżowaniach nad bezpieczeństwem kolarzy czuwają motocykliści. Pierwszy punkt żywieniowy jest na 40 km. Placki z konfiturami, kawa, herbata, woda, banany. Szybko napychamy się plackami i bananami i dalej hop na trasę bo szkoda czasu. Niby nie jest to wyścig, ale adrenalina działa. Jest słonecznie i ciepło. Liczne pagórki, a więc podjazdy i zjazdy, zakręty. Dzięki temu trasa nie jest monotonna. Przez pewien czas jazdę sam. Potem ponownie z Yaro. Na kilkanaście kilometrów przed metą ścigamy się z dwoma mtbikerami z krótszego dystansu. Po dosyć ostrej jeździe dają za wygraną. Kilka kilometrów  dalej wyprzedza mnie Yaro i na mecie jest kilka minut przede mną.

      Rankiem 17.08.2013 opuszczamy na rowerach prom StenaLine i jesteśmy w Szwecji.

      Na pierwszym punkcie żywieniowym, tym z plackami :-)

      Kolejny punkt żywieniowy.

      Na mecie I etapu Karlskrona Bike Marathon 2013. 156 km zaliczone. 

      Trochę leżakowania i wszyscy wracają do Karlskrona Scandic Hotel.

      Karlskrona.

      Karlskrona. Przystań w sąsiedztwie hotelu Scandic.

      Widok z okna Karlskrona Scandic.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „KBM 2013. Dzień pierwszy. (4)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 sierpnia 2013 20:52
  • poniedziałek, 26 sierpnia 2013
    • Z rowerem przez Bałtyk. KBM 2013. (3)

      16 sierpnia 2013. Po lekkim śniadaniu opuszczamy Kolnik i DK 91 jedziemy do Trójmiasta. Teren pofałdowany. Pogoda nadal nam sprzyja. Dużo słońca. Gdańsk, Sopot, Gdynia. Asfalt i różne DDR. Na Starym Mieście w Gdańsku, po łyku kwasu chlebowego i śniadanio-obiad w barze Bursztyn. W Gdyni jazda pokrętnymi drogami dla rowerów i wznowienie Klubu Pieszego Rowerzysty. Przed wejściem na prom mamy jeszcze zapas czasu na tyle, że odwiedzamy filię firmy, w której pracuje Yaro. Tam toaleta i podwójna herbata.

      Chwila przed wyjazdem z Kolnika.

       

      Drzewo Millenium Gdańska.

      Śniadanie w Barze Bursztyn w Gdańsku.

      Przed sopockim molo.

      Na plaży w Gdyni. Byliśmy tu kiedyś....

      Gdynia. Takie DDR akceptuję jeśli chodzi o ich nawierzchnię...Poza tym "ścieżkom rowerowym" stanowcze NIE !

      Nasz prom StenaLine przy nabrzeżu portowym w Gdyni.

      Nadeszła wreszcie chwila kiedy chmara cyklistów wjeżdża do wnętrza promu StenaLine. 

      Cykliści wjeżdżają na prom StenaLine do Karlskrony.

      Mocowanie rowerów na promie. Okazało się, że wielu cyklistów nie szanuje swoich rowerów, a tym bardziej cudzych. Warunki były trudne, ale nie znaczyło to, że można rowery traktować jak złom.

      Rowery na promie do Karlskrony.

      Nasz siódmy pokład.

      Znajdujemy przeznaczoną dla nas kajutę. Dzielimy ją z dwoma sympatycznymi cyklistami z Wybrzeża. Odbieramy od organizatora numery startowe, info o trasie i koszulki kolarskie. Posiłek w restauracji, szwendanie się po pokładach i idziemy spać. Promem nie kołysze, żadnych emocji, poza tym, że Yaro nabija sobie guza o koję, a guz wyrasta jak głowach bohaterów kreskówek Disney`a...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Z rowerem przez Bałtyk. KBM 2013. (3)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 sierpnia 2013 23:43
  • piątek, 23 sierpnia 2013
    • W rocznicę Cudu nad Wisłą. KBM 2013. (2)

      15 sierpnia 2013 naszym rowerowym celem na drodze ku maratonowi w Karlskronie była miejscowość Kolnik w gminie Pszczółki koło Tczewa.

      Nasi przodkowie w 1920 roku skutecznie stawili czoła bolszewickiej nawale. Chwała im za to ! My w 93 rocznicę tego wydarzenia pokonaliśmy skromne 222 km na trasie Włocławek-Kolnik.

      Kiedy przyjechaliśmy na nocleg w Kolniku okazało się, że nie mamy nic do jedzenia. Jedyny sklep był zamkniety, a do Pszczółek nie chciało nam się już jechać. Pomijając poranną przekąskę, naszym pożywieniem na trasie było jedynie małe opakowanie słonych paluszków Lajkonik, małe opakowanie herbatników BeBe i po 200 gramów wafelków zjedzonych pod sklepem w Gniewie. Po spłukaniu pod prysznicem kurzu z naszych łydek, wieczór spędziliśmy opowiadając o jedzeniu: kapuśniaczku, żeberkach w sosie miodowym, knedlach z owocami, łososiach, śledziach, pomidorowej z grubym makaronem, itd... Tymi wspominkami tak się nasyciliśmy, że pozostało nam tylko wychylić po bidonie kranówki i zamknąć oczęta do snu, co też uczyniliśmy.

      Włocławek.W oddali katedra.

      Włocławek miasto lokowane na prawie niemieckim. "Civitas cathedralis, civitas theutonicalis".

      Z rowerem na most im. Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza na rzece Wiśle we Włocławku.

      Włocławek. Most im. Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza na rzece Wiśle.

      Zamek w Golubiu-Dobrzyniu. Tutaj Yaro wymieniał dętkę w przednim kole swojej szosówki.

      Wąbrzeźno. W jednym z niewielu otwartych  na trasie sklepów zjedliśmy herbatniki BeBe i paluszki Lajkonik.

      Radzyń Chełmiński. Ruiny zamku krzyżackiego.

      Gniew. Panorama miasta.

      Przysiółek Betlejem, obszar wiejski Gniew, powiat Tczew.

      Witaj w Tczewie !

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „W rocznicę Cudu nad Wisłą. KBM 2013. (2) ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      piątek, 23 sierpnia 2013 23:33
    • Jedziemy. KBM 2013. (1)

      14 sierpnia 2013 roku kilka minut po godzinie szesnastej startujemy rowerami w kierunku wybrzeża.

      Rondo Biłyka w Łodzi. Stąd startujemy do Włocławka.

      Pod sklepem "Coccinella" w Krośniewicach. Krótki postój na bułkę.

      Tego popołudnia razem z Yaro pokonam 104 km szosy, aby po 4 godzinach wyhamować we Włocławku. Popołudnie jest pogodne, ale pod wieczór wieje nieco chłodny wiatr. KBM 2013 to nic innego jak trzecia edycja szosowego maratonu rowerowego Karlskrona Bike Marathon po szwedzkich asfaltach w okolicy nadmorskiego miasta Karlskrona. Przygotowania do podróży nie trwały długo. Zdecydowaliśmy, że zabieramy ze sobą minimum bagażu, na który składały się małe plecaki rowerowe. Do plecaków upchnęliśmy jedynie zapasowe komplety kolarskich fatałaszków "na krótko" plus kilka drobiazgów z przyborów toaletowych. Drugi komplet "krótkiego" stroju mieliśmy na sobie plus koszulka z długim rękawem i długie nogawki. Przy rowerze torebka podsiodłowa z zapasem dętek i łatek na wypadek złapania gumy. Pełne bidony w koszyczkach i cienkie kurtki przeciwdeszczowe. Powiem już teraz, że pozostali uczestnicy, których ujrzeliśmy w porcie gdyńskim prezentowali się jak rasowi sakwiarze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      piątek, 23 sierpnia 2013 22:25

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka