staahoo

Wpisy

  • sobota, 28 sierpnia 2010
  • czwartek, 26 sierpnia 2010
    • Jízda na kole....skok do Passau cz.III

      01

      Zelezna Ruda pozostała za naszymi plecami, a przed nami rozwijały się asfaltowe wstęgi bawarskich dróg. Jazda była przyjemna i nawet ścieżka rowerowa w początkowej części trasy jakoś szczególnie  mi nie przeszkadzała. Kolejne mozolne wdrapywanie się pod górę, a potem zjazd. Wiatr świszcze w uszach. Po kilku zawijasach w mijanej wiosce zatrzymujemy się przy skrzyżowaniu z drogą nr 85, która poprowadziła nas do Passau. Generalnie teren się obniżał. Przed Passau fajny zjazd do doliny Dunaju. Szeroka wstęga rzeki i widok na miasto.

      02

      03

      Bawaria jest dla na nadal ziemia nieznaną. Kilkunastogodzinny pobyt w tej krainie pozwolił jedynie na podziwianie krajobrazu i krętych uliczek starej części Passau. Na naddunajskim  bulwarze aż roiło się od rowerzystów.

      04

      Dużo rowerów w ruchu i równie dużo zaparkowanych.

      05

       Na posiłek składający się z czeskich rogalików załadowanych żółtym serem i salami zatrzymalismy się na tym własnie bulwarze. Było skwarne południe. Mając dosyć palących promieni słonecznych oddaliłem się na rowerze od kolegów w poszukiwaniu cienia.

      06

      07

       08

      Organy w Katedrze św. Stefana ( Stephansdom ) w Passau.

      09

      10

      Tradycyjnie piesza wędrówka po uliczkach starego miasta. Porcja lodów dla ochłody i szykujemy się do dalszej drogi. Wracamy do Czech. Trzeba włączyć się do ruchu na drodze w kierunku Freyung. Przejazd przez most na Dunaju, trochę po ścieżce rowerowej, na której zagapiwszy sie na wielką ciężarówkę uderzam o słupek znaku drogowego. Kask chroni głowę, ale bolesne uderzenie przyjmuję na prawy obojczyk, dłoń i kolano. Za gapiostwo trzeba płacić. Na szczęście szybko jest po bólu i gonię kolegów.

      11

      12

      13

      Przed noclegownią w miejscowości Volary w Czechach.  Stąd następnego dnia kolejny etap: Austria i Vyssi Brod w Czechach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Jízda na kole....skok do Passau cz.III”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 sierpnia 2010 23:17
  • poniedziałek, 23 sierpnia 2010
    • Jízda na kole po České republice cz. II

      Późnym popołudniem pojawiły się przed nami Litoměřice. Do miasta wjeżdżamy Ceskolipską, mijamy market i z ronda skręcamy w prawo w ulicę Daliborovą. Ulica pnie się pod górę. Jest wreszcie ulica Purkynova, ale ubytovni wyłowionej z sieci nie znajdujemy. Wracamy do miasta i krążymy po ul. Na Valech. Z noclegu w hotelu Roosevelt rezygnujemy i wreszcie kierujemy się do autocampu nad Łabą. Tu miejsc nie ma, ale Yaroo dowiaduje się, że w pobliskim klubie wioślarskim warto zapytać o nocleg. Rzeczywiście są wolne pokoje i to bardzo sympatyczne.

      01

       Rowery zostawiamy w dużej hali, która służy za przechowalnię kajaków.

      02

      Ranek jest lekko mglisty ze śladową mżawką. Plzen jest dzisiaj naszym celem. Trochę szkoda, ale musimy zrezygnować ze zwiedzania pobliskiego Terezina. Pogoda powoli się zmienia i powraca upał. Jedziemy przez Louny i Rakovnik.

      03

      04
      O 19:23 dojeżdzamy do Pilzna. Szybko zapada zmierzch. Moją uwagę przykuwa  oświetlona wielka synagoga. W dzień prezentuje się równie pięknie.

      05

      W Łodzi przed II Wojną Światową mieliśmy dwie równie okazałe synagogi-nie ma po nich śladu.  Prowadzi milczący Yaroo. Gdzie jest ulica Lobezska? Znajdujemy ją na przysłowiowy nos. Obóz zakładamy w nieco egzotycznej ubytovni non-stop. Po rozpakowaniu się wychodzimy na spacer. Ulica mimo, że jest blisko centrum tonie w ciemnościach. Szukamy piwiarni, którą polecił nam szef ubytovni, ale źle rozpoznajemy drogę i trafiamy na bar U Kata, jak nam się zdaje mroczną spelunę. Jest zamknięta. Na drzwiach grube łańcuchy z równie potężnymi kłódkami, ale przez okiennice sączy się z wnętrza światło i słychać ochrypłe głosy. Wycofujemy się dyskretnie po chrzęszczącym pod butami tłuczniu.

      06

      Przecznicę dalej jest zupełnie inaczej. Wielkomiejskie kamienice, a w jednej z nich Parlament-Herna Bar, gdzie zakotwiczamy na dwie godziny.

      07

      Przed katedrą św. Bartłomieja w Pilznie

      08

      09
      O poranku przechadzka po zabytkowym centrum Pilzna. Słońce praży niemiłosiernie, tłoczno od turystów. 

      Teraz kierunek Klatovy.

      10

      Zamek w Švihov.

      Dalej Park Narodowy Sumava i nadgraniczna miejscowość Zelezna Ruda. Podjazdy i zjazdy. Góry i lasy. Raj dla miłośników przyrody, piechurów i cyklistów.

      11

      12

      Długi podjazd i za chwilę zjazd do Żeleznej Rudy, gdzie czeka na nas domek na autocampie.

      13

      Cykliste vitani !

      14

      Widok z Zeleznej Rudy na szczyt leżącego po stronie niemieckiej Grosser Arber (Velky Javor) na terenie Naturpark Bayerischer Wald. Widoczne na płaskim szczycie góry obiekty to radary. W niedalekiej przeszłości śledziły ruchy sił powietrznych Układu Warszawskiego.

      15

      Śniadanie i suszenie odzieży w okolicy czeskiej wsi Alzbetin, tuż przed granicą z Niemcami.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (23) Pokaż komentarze do wpisu „Jízda na kole po České republice cz. II”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 sierpnia 2010 23:12
  • niedziela, 15 sierpnia 2010
    • Jízda na kole po České republice

      Po powrocie z wycieczki naszło mnie lenistwo, które powoli ustępuje.

      Rowerem po Czechach jeździ się bezpiecznie i przyjemnie. Kraj jest czysty, pełen dobrych dróg, pięknych krajobrazów i architektury.

      01

      Przejechałem wraz  z kolegami 1010 km głównie po czeskich, trochę po niemieckich oraz austriackich pagórkach i wcale tego nie żałuję. Prawdę powiedziawszy mógłbym już teraz ponownie się tam wybrać. Upały były niesamowite. To głównie spowodowało, że nie pojechalismy do Monachium i Linzu jak pierwotnie zakładał plan opracowany przez Yaroo. Upały jednak w pewnym momencie nagle się skończyły. Późnym popołudniem dwudziestego trzeciego lipca niebo zasnuło się chmurami.

      02

      03

      04

      05

      Byliśmy wtedy w stolicy Czech i na dobre (?) się rozpadało. Usiłowaliśmy wyjechać z Prahy w kierunku Melnika, ale szło nam to jak po grudzie. Niezmiennie wyrzucało nas na autostradę i wyglądało na to, że miasto nie chce nas wypuścić. Wreszcie zapadła decyzja o pozostaniu w mieście do następnego dnia.

      06

      07

      08

       09

      Odrodził się tym samym Klub Pieszego Rowerzysty. Prowadząc rowery zmierzaliśmy na Hlavní nádraží. Ulewny deszcz przerwał wedrówkę. Schronienie dały drzewa. Pod gęstwiną ich koron czekaliśmy aż przestanie padać. Ostatecznie przenieśliśmy się do pobliskiej piwiarni, do której zaprosiła nas uprzejma mieszkanka Prahy. Piwo było dobre, schłodzone jak należy w niczym nie przypominając fatalnej chmielowej mrożonki z ogródków Pietryny. Po kilku kuflach i w sumie jakichś trzech godzinach rumaki zostały wyprowadzone na ulicę. Człapaliśmy po praskiej dzielnicy Karlin.

      10

      W okolicy ulicy Sokolovska wyrosła przed nami stacja metra Invalidovna. Ponieważ deszcz się wzmagał nie było rady. Metro dowiozło nas na główny dworzec.

      11

      12

      Noc spędzona na dworcu dostarczyła nam różnorakich wrażeń, ale głównie atakowała nas  na zmianę senność i wzmożony apetyt.. 

      Wreszcie pojawił się długo oczekiwany pociąg i wywiózł nas do Tanvaldu. Zaznaczam, że w wagonie rowerowym było czysto, podobnie w toalecie, gdzie nie zabrakło mydła, ręcznika papierowego, papieru do ...., a klozet zionął bielą i podłoga nie była zasikana. Ku naszemu zdziwieniu z wagonu rowerowego w czeskim pociągu korzystali tylko rowerzyści.

       13

      W Tanvaldzie pojawił się zabytkowy bicykl uczestnika rajdu starych rowerów.

      W mżawce rozpoczęła się wspinaczka ku Jakuszycom, a potem w części mało ciekawy zjazd do Szklarskiej Poręby po przefrezowanym asfalcie.
      Pizza i drożdżowy placek z jabłkiem poprawił nam humor więc już w lepszym nastroju rozsiedliśmy się na miękkich siedzeniach w pociągu do Koluszek.

      ***

      

      14

      Wyprawa zaczęła się od spotkania w Andrespolu i nocnej jazdy na koluszkowski dworzec.

      15

      16

      W pociągu jak to w pociągu, najlepiej śpi się na podłodze. 

      We Wrocławiu przesiadka na szynobus jadący do Dresden. Tłok. Ledwie mieścimy się z rowerami. Wreszcie jest Zgorzelec. Chwila pod stacja paliw. Jedziemy w kierunku Bogatyni. Z drogi nr 362 skręcamy łagodnym zjazdem do Radomierzyc. Zatrzymujemy się na przekąskę pod miejscowym sklepem. Któżby się spodziewał, że na początku sierpnia powódź prawie doszczętnie zniszczy Radomierzyce.  Z osiemdziesięciu domów pozostało kilka. Nic nie wiadomo jakich zniszczeń dokonała woda w barokowym pałacu Joachima Zygmunta von Ziegler-Klipphausen, którego nie zdążyliśmy zobaczyć.


      Wkrótce ciag dalszy...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (35) Pokaż komentarze do wpisu „Jízda na kole po České republice”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 sierpnia 2010 01:46

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka