staahoo

Wpisy

  • poniedziałek, 24 sierpnia 2009
  • piątek, 21 sierpnia 2009
  • środa, 19 sierpnia 2009
    • Upał i ślady Wielkich Wojen...

      Poniedziałek, 17 sierpnia 2009.  Dzień lejącego się z nieba żaru i pustynnego wiatru. Przesiadywanie w domu wydawało mi się być powolnym odchodzeniem w nicość, więc nie czekawszy na zejście, wskoczyłem o 13:30 na rower i w drogę.  Przez Konstantynów, Piątkowisko, Las Pobłociszewskich i Dobroń wpadłem do Łasku, a tam na drogę nr 483 w kierunku Częstochowy. W Buczku nieudana próba sfocenia rozpadającego się dworu i , aby powetować stratę, porcja lodów z budki tuż przed rozjazdem dróg. Kolejny łyk dobrze już ciepłej wody i pędzę dalej. We wsi Lubiec zatrzymałem się na małą chwilę dla zrobienia foto tamtejszego dworu. Dalej, przejechałem przez wieś wracając tym samym na drogę nr 483. Blisko wyjazdu z Lubca znajdują się dosyć dobrze widoczne od drogi dwa z kilku w tej okolicy bunkrów. Jeden po stronie zachodniej, a drugi po wschodniej (foto poniżej).  Bunkier oczywiście jest naznaczony kibolskim bazgrołem właściwym dla regionu łódzkiego, w środku jest wilgotno i leży w nim  sterta śmieci.

      1

      2

      3

      4

       Jadąc przez Rudzisko znalazłem się w  Szczercowskiej Wsi, najdalej wysuniętym punkcie tego wypadu rowerowego i wkrótce przejechałem przez małą wieś Restarzew z olbrzymim kościołem jak to czesto bywa w małych wsiach.. W sąsiadującej wsi Klęcz pożywiłem się przydrożnie soczystymi dzikimi śliwkami, zapiłem je  gorącą wodą z bidona i wkrótce znalazłem się w Widawie skąd drogą nr 481 rozpocząłem powrotne śmiganie.

      W narożniku lasu przy skrzyżowaniu drogi nr 481, z drogami w kierunku wsi Grabno i Siedlec zatrzymałem się, aby obejrzeć cmentarz wojenny z 1914 roku z grobami żołnierzy niemieckich.  Na cmentarzu jest kilkadziesiąt nagrobków w większości bezimiennych. We wsi Grabno znajdują się też mogiły żołnierzy wrześniowych z 72 Pułku Piechoty im. płk. Dionizego Czachowskiego.  Do wsi jednak z braku czasu nie wjechałem. 

      5

       

      6

      7

      8

      9

      10

      11

      12

      13

      14

      15

      16

      17

      18

      19

      *** 

      Przez Łask, Chorzeszów, Wodzierady i Lutomiersk wróciłem do Łodzi.   166 km.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Upał i ślady Wielkich Wojen...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      środa, 19 sierpnia 2009 00:07
  • niedziela, 16 sierpnia 2009
    • Mucha pozostała w Łodzi...

      1

      Być może przewiozłaby się z nami na gapę, gdyby wybrała inne miejsce, ale lekkomyślnie usiadła na oponie i mimo tego, że koło zostało wprawione w ruch nie odleciała. I po musze..

      2

      Podczas gdy pod Orlenem rozegrał się dramat muchy, po drugiej stronie ulicy Strykowskiej, tradycyjnie zbierały się dywizje szosowców żądnych ostrej jazdy.

      *

      Dzisiaj zjechali na start Alheko, Yaro i dawno nie widziany Mariusz, zdeklarowany piechur, który czasem dosiada jednak trekkingowego Gianta. 4ty nie przyjechał (usprawiedliwiony), a Conradtheme wybrał objęcia Morfeusza... W Waliszewie pożegnaliśmy Yaro i teraz we trzech pokręciliśmy przez Sobotę, Urzecze i Zduny do Maurzyc. Zatrzymaliśmy się na popas w karczmie, na terenie tamtejszego skasenu wsi łowickiej. Upał się wzmagał i osiągnął apogeum w granicach godziny piętnastej. Ostatnio kręcę w słonecznym skwarze i pogłębiam fragmentaryczną opaleniznę dorabiając się coraz bardziej "białych rękawiczek".

      3

      4

      W maurzyckim skansenie dużo różnych ciekawych zabawek...

      4

      ...i woda z kiszonych ogórków dla ochłody.

      5

      6

      7

      Poprzestaliśmy na leniwym szwendaniu się po skansenie. Niedaleko, miedzy drzewami niebieszczała inna atrakcja-pierwszy na świecie most spawany elektrycznie, projektu prof. Stefana Bryły. Most zbudowano na rzece Słudwi w latach 1928-1929.

      8

      Wracamy. Mariusz kręci.

      9

      I koniec. U mnie 141 km.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Mucha pozostała w Łodzi...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 sierpnia 2009 23:41
  • sobota, 15 sierpnia 2009
  • czwartek, 13 sierpnia 2009
  • niedziela, 09 sierpnia 2009
    • Schaboszczak...

      ..podstawą w żywieniu kolarza? Jak z historii polskiego kolarstwa wiadomo (wspomnienia Ryszarda Szurkowskiego) naszych zawodników przed startami w Wyścigu Pokoju torturowano między innymi

      ...kotletem schabowym  ponieważ uważano, że taki frykas dodaje kolarzom

      ...wigoru !

      Nasze rowerowe koleżanki i zarazem samozwańcze dietetyczki postanowiły przeprowadzić doświadczenie.

      Nie pozostało nam nic innego jak poddać się ich sadystycznemu eksperymentowi i...

      ...wtrząchnąć

      ..ze smakiem energetyzujące danie, podczas gdy...

      nasze rowery cierpliwie czekały pozostawione w cieniu.

       

      Czerwona Czapeczka wydaje się być zadowolona z eksperymentu.

      Niebieska Koszulka natomiast coś wyraźnie kombinuje..."może następnym razem karczek z rusztu" ???

      *

      Skutek pożarcia schaboszczaków był taki, że na trasie wzbudzaliśmy salwy śmiechu.

      *

      113 km (Rzgów i okolice)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Schaboszczak...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 sierpnia 2009 23:23
  • środa, 05 sierpnia 2009
    • Gorąco było...

      .. w niedzielę 2 sierpnia 2009. W cieniu 34 °C, a w promieniach słonecznych termometr odmówił współpracy. Hop na Międzygalaktycznego Śmigacza i drogą nr 72 w kierunku Brzezin. 

      1

      Droga rowerowa. Łódź, ul. Wojska Polskiego 188.

      Minąłem Paprotnię i skręciłem w drugą (asfaltową) drogę do Ksawerowa i różnymi wąskimi lecz gładkimi drogami dojechałem do Justynowa.

      2

      3

      Na skraju lasu.

       W Karpinie, w tamtejszym sklepie kupiłem herbatniki i kryjąc się w cieniu budynku przechyliłem bidon dla kilku łyków wody. Obok w pełnym słońcu stał cyklista, facet o posturze góry. Łapczywie pił z półtoralitrowej butelki wodę smakową. Płynu ubywało z każdą chwilą, a facet począł spływać strugami potu. Bojąc się powodzi wskoczyłem na rower i pojechałem dalej. Herbatniki zjadłem w drodze do Rokicin Kolonii. Robiło się coraz goręcej, a z kiepskiego asfaltu wytapiała się miejscami smoła. Nieco chłodniej zrobiło się w lesie między Będzelinem, a Koluszkami.

       

      4

      Przez Budziszewice i Mierzno dojechałem do Żelechlinka. W miejscowości tej byłem kilka lat temu w drodze powrotnej z Rawy Mazowieckiej. Obraz Żelechlinka, ktory utkwił w szufladce mojej pamięci nijak teraz do niego nie przystawał. Niby ta sama miejscowość, a inna. Rondo przybyło i dawny czar odleciał.

      5

      6

      Kolorowy budynek siedziby urzędu gminnego i taki dziwny porządek, zupełnie jak nie u nas.. Centrum Żelechlinka leży na wzniesieniu. W najwyższym punkcie znajduje się kościół. Pokręciłem się chwilę po uliczkach, wstąpiłem na miejscowy cmentarz. Pusto. Upał sprawił, że mieszkańcy pozostali w domach. Objechałem Żelechlinek i zawróciłem w kierunku Żelechlina, typowej wsi ulicówki. W Modrzewku zatrzymałem się przy kapliczce przydrożnej z ciekawą drewnianą figurą Chrystusa. 

      7

       ...a na polach trwają żniwa. 

      Teraz powrót.  Po dość długim kluczeniu po wiejskich asfaltach wyjechałem w Rogowie -Parceli i trafiłem na potężny korek samochodowy.

      Na skraju lasu zdarzył się wypadek. Rozbite auta ściągała z jezdni pomoc drogowa, a policja powstrzymywała co bardziej niecierpliwych samochodziarzy. W stronę bliskich już Brzezin jezdnia była pusta więc depnąłem w pedał i wkrótce przejechałem przez miasto. W Paprotni na tyle skręcało mnie z głodu, że zatrzymałem się w barze . Porcja naleśników była wielka, a ja mimo uczucia głodu ledwie je zjadłem. Jednak trochę się wypompowałem na trasie. Łyk z bidona i wioo do domu.

      więcej foto

      170 km. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Gorąco było...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      środa, 05 sierpnia 2009 02:22
  • poniedziałek, 03 sierpnia 2009
    • Wujkowi z Żyrardowa

      Drogi Wujku ToMi!

      W dniu 1 sierpnia odwiedziłem rowerowo Żyrardów. W Twoim mieście byłem pierwszy raz i nie żałuję, a jeżeli, to tego, że byłem w nim zaledwie 93 minuty. Wstałem wcześnie, ale jak to już u mnie bywa guzdrałem się tragicznie. Z pokojowej rowerowni wyjechałem na 2danger dopiero o godzinie 12:13, w największy skwar. Schłodziłem się dopiero na drodze za mostem na Rawce.

      1

      Młyn w Rudzie nad Rawką.

      W Radziwiłłowie musiałem zejść z roweru, aby przepuścić kawalkadę samochodów. Prowadził ją biały automobil staruszek obciążony młodą parą...   

      Na drodze nr 705 na skrzyżowaniu ulic Reymonta i Bema, tam, gdzie kończy się las, a zaczyna Żyrardów wymieniłem "pozdrower" z szosowcem jadącym na 2danger. Po raz pierwszy spotkałem na asfalcie taki sam rower jak mój ! Wjechałem do miasta. Skręciłem w ul. 1 Maja i dałem ostrego dyla w kierunku magistratu. Sznury TIRów przecinające z rykiem silników w obu kierunkach Żyrardów to z pewnością zmora dla mieszkańców. Wyczytałem w sieci, że niebawem rozpocznie się budowa obwodnicy miasta. Po jej ukończeniu odetchniecie.

      2

      3

      4

      Pan de Girard i inni przemysłowcy pozostawili po sobie coś niezwykłego. Podobnie niezwykłe jest to, że zabudowania fabryczne, domy robotnicze i pozostałe budynki przetrwały w tak dobrym stanie do naszych czasów. Imponująco przedstawia się też rewitalizacja kompleksu fabrycznego.

      5

      Było mi bardzo miło powłóczyć się między fabrycznymi budynkami, chwilę posiedzieć na ławce w parku i popatrzeć na Pisię. W Szpularni zamierzałem coś przekąsić, ale gdy spojrzałem na zegarek okazało się, że najwyższa pora wracać do Łodzi. Na dwóch paczkach herbatników Petit Beurre, pomidorze i wodzie, udało mi się z niejakimi przygodami wrócić do domu. Te przygody to zmylenie drogi  w egipskich ciemnościach . Wylądowałem na wjeździe do Głowna i już nie było odwrotu przed drogą nr 14. W ten sposób Drogi Wujku ToMi, licznik nabił 200 km. 

      Więcej fotografii tutaj.

      Pozdrower !

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Wujkowi z Żyrardowa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 sierpnia 2009 22:58

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka