staahoo

Wpisy

  • wtorek, 29 lipca 2008
    • W pogoni za ruskimi pierogami (TRZY)

       ...prom, sezonowa zupa i Bubel...

      05.07.2008  Przed Mielnikiem zaczęło padać więc w ruch poszły membrany, pelerynki i kaptury, ochraniacze na buty.

      W Mielniku

      1

      Cerkiew w Mielniku

      2

      Morda nasza...

      3

      ...i o to chodziło !

      4

      ruina kościoła w Mielniku

      5

      widok z zamkowego wzgórza w Mielniku

      6

      promem przez Bug

      7

      I przyszła pora na przeprawę promową przez Bug.

      Kilka gorączkowych telefonów do przewoźnika. Na miejscu, zamiast rosłego, z sękatymi łapskami faceta zjawiła się drobna, uśmiechnięta dziewczyna, która z niezwykłą wprawą przewiozła nas na drugi brzeg Bugu.

      ...szybko i sprawnie..

      8

       prom na Bugu w Sarnakach

      9

      nad Bugiem

      10

      Po przeprawie.

      po przeprawie promowej jedziemy w kierunku Serpelic

      11 

      Czasem było błotniście, ale moje oponki dzielnie radzą sobie z takimi atrakcjami, w końcu stworzone do przełaju.

      Zmierzamy w kierunku Serpelic, wsi, której mieszkańcy, jak głosi historyczna plotka, przed wiekami, przy pomocy sierpów poradzili sobie z tureckim zagonem. Ojej, ale ślad turecki jest w Serpelicach żywy w postaci właściciela przydrożnej jadłodajni. I bardzo dobrze, gdyby nie to miejsce, burza i ulewa zmiotłyby naszą grupkę do szerokiego tu Bugu, a tak pod parasolami i przy pełnej misce jadła przeczekaliśmy nawałnicę. Gwóźdź menu, "zupa sezonowa" o dość wątpliwej kolorystyce, z której ostro sobie żartowaliśmy okazała się smaczna i nie pozbawiła nas zdrowia ni życia. To jedzonko na kolejnej focie to nie zupa sezonowa. To inna orientalność serpelicka.

      ...bardzo dobre!

      12

      W Borsukach znów zaczęło kropić więc hycnęliśmy pod rozłożyste drzewa przed miejscową świątynią.

      ...w Borsukach
      13

       

      W Gnojnie jak to w Gnojnie. Na samym początku wsi piętrzyła się tytułowa sterta nawozu, ale wieś całkiem sympatyczna. Nadjechaliśmy w trakcie przemarszu stada krów powracających z pastwisk.

      ...łaciate wraca do domu. Gnojno. 

      14

      Krowy szły całą szerokością jezdni. Stado powoli topniało, gdyż krowięta skręcały do swoich obejść nie mogąc doczekać się dojenia.  Dla nie wtajemniczonych: -Mleko produkują krowy, a jako surowca potrzebują dużo zieleniny, którą ze stoickim spokojem wielokrotnie przeżuwają upuszczając przy okazji wielkie obłoki metanu do naszej umęczonej atmosfery. Potem krowę trzeba wydoić ręcznie, albo przy pomocy zmyślnych urządzeń odsysających bo inaczej krowa ryczy niemiłosiernie z powodu przepełnionych wymion. Wreszcie mleko przechwytują różni przebiegli pośrednicy bezlitośnie zubożając jego skład, aby na koniec trafiło poprzez sklepową kasę do nas, nieszczęsnych konsumentów jakże często zupełnie nieświadomych tych wszystkich złożonych procesów.

      ...ten sam, nie inny... 

      15

      ...w Starym Bublu

      16

      ...w Starym Bublu

      17

      ...

      18

      W Starym Bublu panowała jakaś podejrzana martwota, ale na końcu wsi tuż za zakrętem rozpoczynał się pyszny podjazd, a dalej seria podjazdów i zjazdów co baaaardzo lubię :-) Tutaj też minęliśmy dwie bardzo rozbawione rowerzystki, które równie rozbawione spotkaliśmy potem na kwaterze w Buczycach też Starych..

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „W pogoni za ruskimi pierogami (TRZY)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 lipca 2008 00:48
  • niedziela, 20 lipca 2008
  • czwartek, 17 lipca 2008
  • środa, 16 lipca 2008
    • W pogoni za ruskimi pierogami ! (JEDEN)

       ...czyli na kolację do Moszczony P.

      03/04.07.2008. Klamka zapadła. Jadę Na Wschód. Jeszcze tylko męka pakowania. Selekcja bambetli. Na tym schodzi mi prawie cały dzień. Wreszcie sakwy zapakowane. Waga ok. 10,0 kg. z zapasem picia i jedzenia na nocną podróż. Razem z rowerem to ok. 21,0 kg. Kiedy wyczerpię wszystko zjem i wypiję będzie lżej o jakieś 4,0 kg.

      Zbliża się wieczór. Jestem gotowy do drogi. W domu buzi-buzi i o 21:00 ruszam, i zaraz po 200 m wracam. Zapomniałem zabrać bidony z płynem.

      Już w całkowitych ciemnościach docieram do drogi nr 2 w Łowiczu. Tu się zaczyna wydzielać adrenalina. TIRY i jeszcze raz TIRY i ciemności egipskie. W Sochaczewie trochę poplątałem drogę przez nocne zawiłości ścieżki rowerowej. Wpadam na obwodnicę i uderzam w pedał ile sił starczy, aby jak najszybciej z niej zjechać. Na szczęście wyprzedza mnie tylko jeden samochód. Teraz droga prosta. Dwa razy zatrzymuję się na przekąskę i większe łyki z bidona. Chyba w Ożarowie nocny pies nie wytrzymuje na widok moich kręcących się nóg i przez jezdnię wali prosto na mnie. Jest przed kim uciekać. Dogtrener jest duży i pędzi jak pocisk. Siły przybywają nie wiadomo skąd. Momentalnie na liczniku wyskakuje 46km/h i jestem bezpieczny. Tętno powoli wraca do poprzedniego poziomu :-)

      I jest Warszawa. Wjezdżam na ul. Połczyńską. Na początku Wolskiej odpoczywam przez pięć minut na ławce przystanku BUS. Dalej przez Powązki do ul. Słomińskiego ku Mostowi Gdańskiemu. Stolica jeszcze śpi, na ulicach pustki. Nic dziwnego, przecież jest po drugiej nad ranem. A jednak nie wszyscy śpią. Przy Rondzie Babka natykam się na samotnego szosowca :-)

      Przejeżdżam Mostem Gdańskim

       1

      Warsaw

      2

      i kieruję się do ulicy Grochowskiej i drogi 637.

      Teraz w stronę Sulejówka 

      3

      O wschodzie Słońca jest zimno. Jadę pod wschodni wiatr. Nawierzchnia drogi jest okropna. Zmasakrowany brzeg asfaltu byle jak połatany. Monotonia i pierwsze oznaki senności. Za chwile usnę na rowerze i spadnę z niego. Nic nie pomaga gadanie do siebie i potrząsanie głową. W okolicy Zalesia zatrzymuję się i nerwowo kimam na pekaesowej ławce. Na nogi zrywa mnie dzwonek komórki i w tym momencie wyskakuje potworny skurcz mięśnia łydki. Podczas rozmowy udaje mi się nogę wyprostować. Ufff, łyda rozciągnięta i wyklepana. Jeszcze na stojąco rozciąganie i można jechać dalej.

      Stanisławów, Dobre, Pniewnik i Liw. W Liwiu zatrzymuje mnie Żółta Dama.

      To ta w  żółtości 

      4

      Nie odmawiam i daję się skusić do obejrzenia jej mieszkanka.

      Wieża zamkowa w Liwiu 

      5

      W Węgrowie(?) jakieś porypane ścieżki rowerowe. Z prawej na lewą i na odwrót. Skaranie boskie z tym nowym trendem. Po trzecim razie chrzanię to i wracam na jezdnię. Wreszcie normalna jazda.

      Traz przeskok na drogę nr 62 i Sokołów Podlaski, Repki, Skrzeszew.

      Most na Bugu pod Tonkielami. Droga nr 62.
      6
      W Tonkielach most na Bugu.

      Nawierzchnia drewnianego mostu na Bugu w Tonkielach

      7

      Drewniany staruszek ledwo zipie. Miejscowi go oszczędzaja przejeżdzając po niepewnej konstrukcji z należytym szacunkiem. Obcy pędzą bez zastanowienia wprawiając most w potworne wibracje i trzeszczenie.

      Rzeka Bug. Tonkiele. 

      8

      Teraz zaczyna być bardziej faliście i tak już będzie do mety. Przy wjeździe do Siemiatycz zatrzymuję się w przydrożnym barze na pierwsze na tej trasie ruskie pierogi. Pani zza lady choć bardzo miła to jednak dziwnie mi sie przygląda. W toalecie, w lustrze widzę dlaczego. Twarz mam raczej czarną poza miejscem chronionym przez gogle :-))

      Jadę przez Siemiatycze w kierunku drogi nr 693. Mijam pokaźną cerkiew

      Cerkiew w Siemiatyczach 

      9

      Jeszcze około 10 km i oto cel mojego samotnego tripu: Moszczona Pańska( 300,56 km).

      Moszczona Pańska k/Siemiatycz

      10

      Wieś Moszczona P. 

      11

      Jestem bardzo ciekawy czy pozostali uczestnicy dotarli już busem na miejsce. odnajduję posesję nr 23 i małe rozczarowanie, brama do bazy noclegowej zamknieta. Chwilę się rozglądam i co widzę? Nadjeżdża biały busik, a z niego wyskakuje żwawo pięć osób, a za nimi ich rowery. Powitanie i żarty oraz tajemniczo przebita dętka w kole roweru Sylwii. Jeszcze wspólnie nie zaczęliśmy wyprawy, a tu już guma złapana :-D Tym zajmuje się Mariusz.

      Sylwia fotografuje zmagania Mariusza z przebitą dętką w jej rowerze 

      12

      Zajmujemy kwaterę.

      Kolacyjka na kwaterze. Moszczona P. nr 23

      13

      Grupą cyklistów dowodzi Sylwia. Jutro tj. 05 lipca ruszamy na szlak!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „W pogoni za ruskimi pierogami ! (JEDEN)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      środa, 16 lipca 2008 15:22
    • Na Agatce...

       ..na Wschód.

      Przeprosiłem oponki Schwalbe CX Pro 700x30c, wykąpałem łańcuch i nasmarowałem, założyłem bagażnik. "Agatka" czyli Giant FCR 3T podwieszona na stojaku za tylny trójkąt wierzga korbami.  Góral zostaje w domu. Odrestaurowany będzie oczekiwał w szafie na nowego właściciela. Powoli wyciągam z zakamarków kolarskie fatałaszki i drobny sprzęt. Wpis 02.07.2008.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      środa, 16 lipca 2008 11:59

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka