staahoo

Wpisy

  • niedziela, 26 czerwca 2011
    • Kwalifikacje do B-B 2011 i co dalej?

      Pojechaliśmy we trójkę. Alheko, Yaro i ja. Zawodnikow zgłosiło się piętnastu. W piątek 24-06-2011 o 22:00 wystartowalismy z Włocławka do Stegny. Kwalifikacje do Bałtyk-Bieszczady Tour 2011 zorganizowało Włocławskie Towarzystwo Rowerowe. W Stegnie odliczenie zawodnikow i do Włocławka na metę. Limit czasowy to 24 godziny.

      Kiedy wysiedliśmy na dworu PKP we Włocławku było zimno. Wczesniej spadł deszcz. Ulice były mokre i co gorsza wkrótce zaczęło znowu kropić  z nadciagających ciemnych chmur. Kilka chwil rozmów z innymi kolarzami. Wielu z nich już startowało z powodzeniem w "Imagis", jeżdżą szybko. Są doświadczeni i wytrwali na trudy takich tras.

      Wreszcie start. Po moście im. Marszałka Śmigłego-Rydza przekraczamy Wisłę i zaraz zaczyna się krótki, ale ostry podjazd w kierunku Szpetala. Jedziemy peletonem. Potem jadę wraz z kolegami w dziewięcioosobowej grupie do Golubia Dobrzynia. Na stacji paliw uzupełniamy bidony. Odjazd i zgrzyt. Rozsypuje sie lampka tylnego oświetlenia. Montuję nową, ale ok. 3 minutowe opóźnienie sprawia, że grupy nie jestem juz w stanie dogonic i prawie do Wąbrzeźna jadę samotnie. Po obwodnicy i kawałek dalej jadę z kolarzem z Łasina. Jednak kazdy jedzie po swojemu więc wkrótce rozdzielamy się.

      Po trasie krąży nieustannie samochód z organizatorami sprawdzając czy wszycy kolarze są zdrowi i żywi. Ostatecznie większość trasy jestem "samotnym szosowcem", a samotnie jedzie się ciężko. W grupie jadę na miękko, ale sam już nie -kręcę bardziej na sztywno.

       Na całej trasie kilka postojów na jedzenie swoich bułek, które wiozę w plecaku, czy jak w drodze powrotnej w fastfoodowni Donalda, albo na stacjach paliw, albo w restauracji

      w Radzyniu Chełmińskim, gdzie zjadłem porcję smacznych naleśników.

      W Stegnie, gdzie był punkt kontrolny i nawrót do Włocławka pomyliłem ulice i straciłem sporo czasu zanim dotarłem na miejsce naprowadzony na właściwy tor przez jednego z kolarzy. W poblizu zejścia na plażę byli organizatorzy i część zawodników. Inni byli juz w drodze na metę, a chyba jeszcze 3-4 w drodze do Stegny. Postanowiliśmy z Yaro jechać. Na punkcie kontrolnym zabawiłem ok. 10 minut i nawet nie zaliczyłem morza. Trudno. Za Stegną minęliśmy sie z Alheko. Po kilku kilometrach zaczął lać deszcz. Znowu zimno. Zatrzymalem sie aby założyc kurtkę. W tym czasie Yaro oddalił sie na tyle, że straciłem go z oczu i ponownie spotkałem w Radzyniu Chełmińskim skąd jechalismy juz razem do mety większą część tego ponad 100 kilometrowego odcinka bądź w grupie bądź we dwójkę. Po drodze sporo podjazdów, ale najsmaczniejszy był zjazd we Włocławku w kierunku mostu Marszałka Śmigłego-Rydza przez Wisłę. W grupie kolarzy w tym ostro kręcącej kolarki z WTR dojechaliśmy do mety na ul. Gajową. I to byłoby na tyle. Na moim komputerku pokładowym prawie 490 km. Sprawdzian zaliczony :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Kwalifikacje do B-B 2011 i co dalej?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 czerwca 2011 19:37
  • niedziela, 19 czerwca 2011
  • poniedziałek, 13 czerwca 2011
    • Atak Jastrzębi

      Polska, Łask, niedziela 12.06.2011. Razem z Yaro wystartowałem w I Supermaratonie Jastrzębi Łaskich. Do pokonania były do wyboru trasa mini lub mega. Wybraliśmy trasę mega, więc trzeba było przekręcić dwa razy tę samą trasę. Droga świetnie oznakowana, a newralgiczne skrzyżowania zabezpieczone przez strażaków. Można było jechać z zamkniętymi oczami. No i pojechaliśmy. Non-stop 188 km bez zbędnego zsiadania z roweru i sikania po przydrożnych krzakach. Jedynie dwa razy na kilkadziesiąt sekund przerwa na wodę i banana w punkcie żywieniowym we wsi Piaski. Ciepło, ale nie gorąco. Wietrznie. Start był szybki, a zaprawieni w ściganiu się na szosie starzy wyjadacze szybko wyrwali do przodu i tak to do Strońska jechałem tylko z Yaro. Tam siły nieco mnie opuściły i na dodatek mięśnie prawego uda zaczynały dążyć do skurczu. Co kilka km tłukłem kantem dłoni po udzie i jakoś do skurczu nie doszło, ale Yaro odpłynął do przodu. Ostatni raz na trasie miałem go w zasięgu wzroku w Piaskach, a ponownie spotkaliśmy się kiedy wpadłem na metę. Półtorej pętli jechałem samotnie. Na mecie usłyszałem głos spikera, pyknął na bramce pomiar czasu. Zawrociłem, zsiadłem z roweru. Podeszła do mnie piękna dziewczyna. Zawiesiła mi na szyi medal, uścisnęła prawą łapkę po czym poleciła, abym odwrócił się do niej plecami. Szybko odpięła kartę z chipem i to był koniec mojego występu..Potem nastąpiło oczekiwanie na dekoracje zwycięzców, losowanie fantów. Żurek, kiełbasa z grilla i Koreb.

      To ja, Staahoo.

      To jest Yaroo.

      I Supermaraton Jastrzębi Łaskich 2011. Trasa maratonu.

      Pstrokonie, ładna nazwa miejscowości, ale w tej okolicy jest płasko. Wiatr zawsze dmucha. Droga wiedzie z Widawy i Rembiszewa.

      Medal otrzymał każdy kto ukończył maraton w przepisanym czasie. Miła pamiątka.

      Oto najcenniejszy z fantów do wylosowania. Wilier Triestina na karbonowej ramie.

      Szczęściarzem okazał się zawodnik z numerem 14. Krzysztof "Wiki" Wiktorowski unosi lekką jak piórko szosówkę Wilier-to nagroda za "dotychczasowy całokształt" kolarskich osiągnięć Wikiego. Cenna nagroda powędrowała do Łodzi :-)

      Wiki z nową szosówką. Stojący obok kolarz (w kasku) to Krzysztof Kamocki inny rowerowy twardziel z Łodzi.

      Tajemniczy Szosowiec.pl, krążył z aparatem między kolarzami. Cykał zdjęcia, filmował i przeprowadzał mini wywiady.

      W pociągu. Po dodatkowym żurku z chlebem nastąpił czas powrotu. Było nas pięciu, a rowerów sześć !

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Atak Jastrzębi”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 13 czerwca 2011 22:33
  • niedziela, 05 czerwca 2011
    • 2x przez Grabię

      Dzisiaj z Yaroo kręciliśmy w okolicach Łasku. Spotkanie w Rzgowie. Przez Babichy, Różę i Barycz do Łasku. Zwiedzaliśmy fragment trasy po której 12 czerwca pocić się będą uczestnicy szosowego I Supermaratonu Jastrzębi Łaskich. Częściowo jechaliśmy w przeciwnym kierunku niż pojadą kolarze. W Ptaszkowicach pojawił się łódzki ekstremalista rowerowy "Wiki" Wiktorowski. Pamiątkowej foty nie wykonano, gdyż wszyscy bardzo się spieszyli.

      Moje śniadanie: kluchy z 3 kurzymi jajami.

      Rzeka Grabia we wsi Brzeski koło Sędziejowic. Można tu obejrzeć  młyn o nazwie "Krzywda", najstarszy z zachowanych na Grabi młynów. Kiedy wracaliśmy tą sama droga do Sędziejowc i Łasku, "Krzywda" nadal stał nad Grabią.

      Upał prawie wypruł ze mnie flaki. 174 km.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „2x przez Grabię”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 czerwca 2011 23:23

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka