staahoo

Wpisy

  • wtorek, 30 czerwca 2009
    • POWALAJĄCY WYDMUCH

      Zdarzyło się w niedzielę 28 czerwca 2009.

      Wraz z Alheko eskortowałem sakwiarza o ksywie EL kondor. Człek udawał się bowiem za Gostynin w tamtejsze knieje, a cel jego wyprawy był szczególny, o czym być może on sam nasmaruje na blogu.

       W tym miejscu był ruchomy obraz przedstawiajacy sakwiarza, ale sakwiarz szybko odjechał i obraz zniknął...

       Wygrzebaliśmy się dosyć późno, bo o 10:30. Przedpołudnie było gorące i parne, a wiatr smagał nas po nosach. Uspokoił się dopiero po godzinie osiemnastej. Trasa wiodła przez Zgierz, Piątek do Kutna, dalej, w Sójkach, z drogi nr 60,  skręciliśmy w kierunku  Trębek tak jak zaplanował to nasz sakwiarz. Między innymi przez Nową Wieś pojechaliśmy do Gostynina. Na skrzyżowaniu Gostynin-Zalesie pożegnaliśmy EL kondora, ktory skierował się w stronę centrum miasta, my zaś na Żychlin. Oj, ciężko było. Upał stawał się coraz większy, a powietrze coraz bardziej wilgotne. Amazonia.. Zaliczyliśmy kilka wiejskich sklepików. Dłuższy postój przed sklepem w Waliszewie, gdzie posiliłem się wiejskim serkiem i suchą bułą. Od Popowa Głowieńskiego jazda odbywała się przy zamierającym wietrze.

      1

      Tuż przed obwodnicą Kutna.

      2

      W pobliżu Żychlina...

      2a

      ...i w Żychlinie.

      3

      4

      ..., który powalił Karolew.

       

      6

      Przed szlabanem w Żychlinie.

      7

      A to...

      8

      ...fragment trasy Łazin-Roubaix ;)

      9

      10

      11

      I trochę historii.

      Tablica na ścianie szkoły im. Chełmońskiego w Popowie Głowieńskim.

      *

      Na cykloliczniku wybiło 186 km.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „POWALAJĄCY WYDMUCH”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 czerwca 2009 01:03
  • poniedziałek, 22 czerwca 2009
  • niedziela, 14 czerwca 2009
    • Festiwalowa próba mycia podłogi

      Byliśmy Tu Rowerami 11 czerwca 2009,

      Dzień Przed

      Festiwalem Opole 2009.

       

      1

      2

      3

      4

      5

      6

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Festiwalowa próba mycia podłogi”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 czerwca 2009 21:57
    • Pradziad zachichotał...

      Zaczęło się męką przejazdu drogą rowerową wzdłuż Al. Włókniarzy, dalej była rozkopana jezdnia ul. Pabianickiej i wiatr siekący nas po łańcuchach i oczach tumanami wzbijanego piasku. Wreszcie Pabianice i DH 3Korony. Nadjeżdża Yaro. Z powodu deszczu przez bite 1,5 godziny czekamy na przetarcie się nieba.

       

      1

      2

      3

      Nastroje wesołkowato-minorowe. Deszcz zaczyna lekko siąpać więc ruszamy prowadząc rowery. Taka nowa dyscyplina: "prowadzenie roweru". Wg Yaro, bardzo tania dyscyplina kolarsko-piesza. Rower można pozbawić napędu i innych zbędnych części i akcesoriów dla lżejszego prowadzenia.
      Jedziemy-kierunek Łask.


      W Widawie leje. Postój w barze na dworcu autobusowym. W barze zmiana "rozbieranego" kalendarza.  Minął rok, to i panienka bardziej się rozebrała. Jest tylko w szpilkach, a czerwiec chłodny. Herbatka, kanapka i rozważania czy pchać się dalej. Druga gorąca herbata. Tak mija godzina.  W Wieluniu, mieście, które jako pierwsze zostało zaatakowane przez Niemcy podczas agresji na Polskę w 1939 roku,  spędzamy dłuższą chwilę na nawadnianiu się i rozmowie z miejscowym rowerzystą.

      5
      Praszka (postój), Gorzów Śląski. Jedzie nam się ciężko, dzień powoli chyli się ku końcowi, a do tego szwankuje zdrowie Alheko. Wieś Wrzos na 3 kilometry przed Kluczborkiem. Tu kryzys dopada Alheko.  Podczas, gdy Alheko wraca do świata żywych, Yaro czeka w Kluczborku.

      6
       Droga nr 45 na odcinku Kluczbork-Opole przecina Bory Stobrawskie. Nowy asfalt i jedzie się znakomicie . Światło z mojej czołówki oświetla krawędź asfaltu i pomaga tam, gdzie brakuje pobocza, a zwłaszcza kiedy kierowcy osobowych samochodów oślepiają nas długimi światłami, których nie przełączają, albo ponownie włączają tuż przed nami, jakby chcieli sprawdzić co to takiego będą mijać. Kierowcy TIRów jakoś nie mają problemów z rozpoznaniem, że przed nimi migają światełka rowerowych lampek i natychmiast zmieniają światła z drogowych na mijania. Nawierzchnia jest mokra, a wszystko spowija miejscami gęsta mgła. Wieś Zawada tuż przed Opolem. Tu, na stacji paliw zatrzymujemy się na prośbę Alheko. Yaro ma wywrotkę i kaleczy kolano oraz siodełko.

       

      Rower cały. Po kilkunastu minutach opuszczamy stację i prawie natychmiast wracamy. Hasa łapie flaka w tylnym kole. W sklepie kupuję coś do picia. Przed ladą krąży umięśniony facet w bandanie, pije piwo za piwem i zażera się babeczkami. Wszczyna rozmowę. Ja to mam szczęście, zawsze mnie wyłowią z tłumu i zaczynają spowiedź życia. Cóż robić, trzeba to przeczekać i być wyrozumiałym. Facet ma ramię grubości mojego uda i wątpię, aby bezboleśnie dał się spławić. Jest grzeczny, ale piwo zrobiło swoje i powtarza się jak zacięty winyl. Reasumując, przedstawił się jako były krajowy champion w gimnastyce, właściciel wielkiej willi z basenem, beczką do masażu wodnego oraz jako złodziej i gangster, ale jak przy tym zaznaczył, dobry człowiek. Rozmowa bez bluzgania. W sumie sympatyczny gość. Długo żegna się ze mną uściskiem ludzi z ferajny.  Hmmm...   Dętka zmieniona, można jechać. Wkrótce światła dużego miasta.

      7
      Opole śpi. Na Starym Mieście niedobitki niedopitej piwem młodzieży. Szukamy miejsca na przetrwanie do pierwszego rozjaśnienia.

      8

      9

      10
      Siadamy w ogródku knajpy "Dworek-Kawiarnia Artystyczna". Na murze odciski dłoni osób ze światka artystycznego. Zimno więc znów spacer z rowerem pod ramę. Patrzę na odnowione domy Opola i przypływa myśl o Łodzi, o jej domach w koszmarnym stanie, wszechobecnym brudzie i niemocy władz miasta, aby to naprawić. Smutne. Jutro ponownie zobaczę Opole. W świetle dnia też będzie wyglądało jak niedościgniony wzór dla mojego miasta. Jest bardzo zimno i każdy z nas wkłada na siebie co ma, a każdy ma niewiele. Sama cienka odzież....

      11

      12

      13
      Świt. Odra jest spowita mgłą.  Z Opola wyjeżdżamy drogą nr 414. Między Złotnikami, a Prószkowem spada na mnie gwałtowna senność i mało co nie wywracam się na środku drogi. Mówię do chłopaków, że na pierwszej napotkanej ławce musze pokimać. Tablica z napisem Prószków i po prawej stronie, w parku wielkie, stare  domostwo. Vis a vis przystanek autobusowy i upragniona ławka. Rzucam bambetle pod głowę, walę się na ławkę. Prawej nogi używam zamiast U-locka. Przeplatam ją przez ramę 2danger i popadam w nerwową drzemkę.  Ze snu wyrywa mnie ryczący przejazd TIRA.  Był jak zamówione budzenie. Zbieram się i gonię kolegów. Przejeżdżam przez Prószków i piękną Aleją Dębową w Smolarni. Po obu stronach drogi dumnie stoją te długowieczne drzewa. Jest ich blisko trzysta. Ciekawe kiedy ruszą na nie zastępy zbrojne w piły łańcuchowe. Drzewa rosną blisko jezdni i pewnie ktoś zachłanny na cenne dębowe drewno przekona władze, że te dęby zabijają kierowców, bo to teraz taki koronny argument. Podobno są plany poszerzenia drogi w tym miejscu. Wg mnie aleję można zachować budując równolegle nowy odcinek drogi. Jednak pewnie łatwiej będzie wyrżnąć dęby. Szosa jest w tym miejscu do obrzydliwości prosta i przez to nużąca. Szczęściem wkrótce kończy się las i dostrzegam na poboczu Yaro, a pod drzewem przykucniętego Alheko. Też zachciało im się spać.

      14

      Jest słonecznie. Mijamy Białą. Na horyzoncie czernią się góry. Tu jednak jest jeszcze płasko. Prudnik. Wjeżdżamy do miasta i jak zwykle na miejską starówkę. Mieszkańcy wędrują na uroczystości Bożego Ciała.  Korzystamy z dyżurującego sklepu. Bułka, tuńczyk z puszki i coś do popicia.

      x

      Biwakujemy na ławce pod ratuszem. Rynek duży i pusty. Słońce praży niemiłosiernie. Gadki-szmatki nad dalszym przebiegiem trasy oraz utyskiwania Alheko nad własną kondycją. Alheko jedzie na rogatkę miasta zapytać o nocleg. Nie wraca. Telefon i info, że nici z noclegu, a on nas opuszcza i wraca pociągiem do Łodzi. Siadam z Yaro pod parasolem pizzerii. Zamawiamy makaron. Od Czech napływają czarne chmurska i zaczyna lać deszcz, zrywa się wiatr, a temperatura gwałtownie spada. Mozolimy się z makaronem. Przysypiamy. I co dalej? Aura nie nastraja bojowo, a Pradziad zaczyna chichotać... Jeszcze się łamiemy, ale w końcu jest decyzja o odwrocie. Jesteśmy zniechęceni gwałtownymi zmianami pogody.


      Powrót rowerami do Opola. Znów wyłazi piekące słońce. Po drodze skręcamy do Białej. Długi zjazd z trasy. Ładne miasteczko. Stara baszta, zamek Prószkowskich, stare kamienice. Pod górkę pniemy się do drogi 414.  W Prószkowie oglądamy kilka zabytkowych obiektów. Pogoda znów się załamuje. Przed Opolem granatowe chmury. Ledwie wjeżdżamy do miasta zrywa się silny wiatr i zaczyna ostro padać deszcz.

       

      15

      W ostatniej chwili chronimy się w podziemnym garażu. Paskudny betonowy tunel z przeciągiem, ale przynajmniej jest sucho.

      16

      Kiedy przestaje padać robi się gorąco. Szwendamy się po Opolu. Prowadzimy rowery pod amfiteatr. Trwają przedfestiwalowe próby. Do odjazdu pociągu mamy szmat czasu.

      17

      18

      Pociąg odjeżdża o godzinie 00:57, składem wyposażonym w wagon rowerowy. Z wieszaków nie korzystamy. Nie są przystosowane do rowerów szosowych.

      O chmurnym i zimnowietrznym świcie wysiadamy z na dworcu w Koluszkach i kręcimy do domu.

      19

      Niebo nad ulicą Jędrzejowską w Łodzi.

       Pradziada zaatakujemy niebawem, niech nie chichocze dziadyga ! (356 km)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Pradziad zachichotał...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 czerwca 2009 00:04
  • niedziela, 07 czerwca 2009
    • Kto puścił pawia...

      ....bez opieki, bez obroży, bez chipa i kto wie, może w pełni możliwości rozrodczych ?

      1

      2

      W samo południe pod Orlenem (Strykowska/Wycieczkowa) spotkałem się z Alheko, Yaro i ElKondorem.

      Uzgodniliśmy szczegóły Pikusia z Przodkiem. Otóż jeśli żadna kłoda nie zwali nam sie pod koła wyruszamy do Czech na Pradeda. Start spod DH 3Korony w Pabianicach w dniu 10 czerwca br., o godzinie 11:00. Wcześniej, bo o godz. 10:00 zbiórka dla tych co mieszkają w okolicy Placu Słonecznego (Radogoszcz Wschód). Rowerami przez Widawę, Wieluń itd., do Opola. Tam odsapnięcie i do Czech. Jeśli ktoś chętny zapraszamy do przyłączenia się w Łodzi lub gdziekolwiek na trasie. Minimum bagażu i dobre chęci. Wieczorem, dniu 12 bm.,   zarządzamy odwrót do Łodzi. 

      3

      ElKondor w Głownie.

      4

      W głowieńskim zespóle dworsko-parkowym "Zabrzeźnia" – dworek (1840)  zbudowany przez Wincentego Matuszewskiego herbu Topór. Późniejszymi właścicielami byli m.in. Stanisław Michalski herbu Łodzia oraz hrabina Aleksandra Komorowska. Aktualnie siedziba Urzędu Stanu Cywilnego. Dzisiaj  (07.06.2009) w dniu wyborów do parlamentu UE siedziba obwodowej komisji wyborczej.

      5

      W dworze gościli  hr. Michel d`Ornano

      6

      i gen. Tadeusz Komorowski-Bór.

      W dworku prezentacja fotografii osób zasłużonych dla miasta i honorowych obywateli Głowna, a wśród nich

      7

      kolarz Dariusz Baranowski.

      8

      ElKondor, wschodząca gwiazda kolarstwa szosowego zajęty foceniem dworku w Zabrzeźni.

      9

      10

      Nadciągają chmury. Przelotny deszcz dopadnie nas w Strykowie. Kilka chwil spędzimy w podcieniu nieczynnego sklepu.

       

      11

      Przerwa na....

      Ze Strykowa wróciliśmy drogą nr 14.

      12

      Łódź, przejazd dla rowerów przez jezdnie ulicy Inflanckiej przy Strykowskiej. Rowerzyści grzecznie oczekują na zielone światło, a ja na ElKondora. Z Yaro pożegnałem się wcześniej.

      13

       I oto nadjechał !

      Trasa krótka: 85 km.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Kto puścił pawia...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 czerwca 2009 23:52
    • JUŻ PO..

      ......akcie wyborczym...

      Akt był krótki i nawet celebrowanie wrzutu karty do urny na niewiele się zdało.

      Urna pochodziła prawdopodobnie z czasów zamierzchłych politycznie i ustrojowo.

      *

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 czerwca 2009 09:56
  • czwartek, 04 czerwca 2009
  • poniedziałek, 01 czerwca 2009

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka