staahoo

Wpisy

  • wtorek, 31 maja 2011
    • Bocznymi drogami na wojnę z wiatrakami

      Z rowerowania w ostatnią niedzielę maja 2011.

      Nasz kolega Alheko okazał się pradziadowym skrytożercą. Nie dał się dzisiaj wyciągnąć na rower, ale zdradził, że dwa tygodnie temu w tajemnicy przed nami wsiadł ze Zjawą do pociągu, który zawiózł go do Opola, a stamtąd na kole podążył w kierunku Pradeda. Wjechał, zjechał i wrócił do Łodzi.
      Tak więc dzisiaj jeździłem tylko z Yaro. Trasa układała się sama i w większości prowadziła po gminnych asfaltach, wąskich i równych. Samochodów jak na lekarstwo.

      Dwór w Lisowicach. Obecnie dom pomocy społecznej.

      Pod mostem na Mrodze w Tworzyjankach.

      Tworzyjanki. W głębi zmurszała drewniana willa.

      Gdzie to było? Na północ od Brzezin. Koniec świata, bo koniec asfaltu. Stąd wróciliśmy na trasę do Przecławia k/Brzezin...

      ..i za lasem skręciliśmy w prawo. Wągry 3 !

      Wracając z Niewiadowa musieliśmy dać po klamkach. Blokada drogi 713 na rondzie tuż przed Rokicinami. Łaznowianie protesują przeciw budowie elektrowni wiatrowej. Protest oczywiście pod narodowymi barwami. Drzewce w górę, drzewce w dół.

      Czerwony Kubraczek zagrzewa Łaznowian do protestu.

      Chodzi o to, że wiatrak prócz energii elektrycznej wytwarza hałas i migotanie. Jedno i drugie jest uciążliwe więc lepiej dalej niż bliżej domostw. Promieniowanie elektromagnetyczne generowane przez turbinę wiatraka mierzone w jego pobliżu na wysokości rosłego faceta, a więc 1,8 m nie przekracza wartości pola elektromagnetycznego naturalnego. Przyblokowani kierowcy samochodów byli bardzo wkurzeni czemu dawali wyraz używając wyjątkowo nieprzystojnych wyrazów pod adresem protestujących. Tak to przypadek sprawił, że asfaltowe drogi i dróżki, zawiodły nas do centrum wojny z wiatrakami.

      W okolicy plaskatość terenu urozmaicają smukłe wiatraki. Lubimy wiatraki.

      +

      ŁÓDŹ-BEDOŃ-JORDANÓW-ADAMÓW-PRZANÓWKA-STARE KOLUSZKI-ROCHNA-TWORZYJANKI-BRONOWICE-PRZECŁAW-ROGÓW PARCELA-WĄGRY-JEZIORKO-KOLUSZKI-FELICJANÓW-REGNY-BUDZISZEWICE-NIEWIADÓW-MĄCZNIK-LIPIANKI-CIOSNY-JANKÓW-ROKICINY-ŁAZNOWSKA WOLA-KOTLINY-DALKÓW-WOLA KUTOWA-PAŁCZEW-WOLA RAKOWA-STRÓŻA-WISNIOWA GÓRA-ŁÓDŹ. 158 km.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Bocznymi drogami na wojnę z wiatrakami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      wtorek, 31 maja 2011 00:32
  • niedziela, 22 maja 2011
    • Ślamazarnie...

      ...wybierałem się w sobotę na rower, tak bez pomysłu dokąd pojechać. Od godziny 6 rano grzebałem się i wreszcie o 10 udało mi się wskoczyć na szosę. Trasa wielokrotnie przejechana: Zgierz, Piątek, Łęczyca i do Łodzi. Nawet setka nie wyszła. Trochę dokręcałem klucząc po Radogoszczu. Słońce grzało, było parno i spodziewałem się burzy. W Piątku niebo zasnuły szarawe chmury, a kilka kilometrów za geometrycznym pępkiem Polski zaczęło niemarawo padać. Kiedy mijałem skręt do Głupiejewa asfalt był już suchy.

       Krótki cyklogrobbing w Giecznie.

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

                                                  

      Na końcu cmentarza, samotna, ale zadbana mogiła z drewnianym krzyżem i napisem "Russiche Krieger" z 1914 roku. Prawdopodobnie ziemia w tym miejscu kryje szczątki większej liczby żołnierzy rosyjskich poległych podczas I Wojny Światowej.

       

      Jest także pomnik ku czci polskich żołnierzy Września 1939.

      "Ku czci bohaterów/Żołnierzom poległym w walkach/z hitlerowskim najeźdźcą w 1939 r./którzy walczyli o lepszą świetlaną przyszłość/ojczyzny naszej/ten pomnik stawia/społeczeństwo parafii Gieczno/cześć ich pamięci!/dnia 31.X.1949 r."

      To tylko symboliczna mogiła. W okolicach Piątku i Gieczna toczyły się ciężkie walki podczas Bitwy nad Bzurą.

                                                                          *

      W Giecznie miałem nadzieję napić się wody "Giecznianki" z miejscowego ujęcia. Zawiodlem się. Pani sklepowa odesłała mnie do witryny chłodniczej ze smakowymi żywieckimi.  O suchym pysku uciekłem ze sklepu i pojechałem dalej.

      95 km

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Ślamazarnie...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 maja 2011 10:27
  • poniedziałek, 16 maja 2011
    • Noc z guzikiem

       

       Nocne zwiedzanie Muzeum Rozproszonego w Łodzi to wędrówka po ciemnych ulicach, podwórkach i zaułkach Starych Bałut. Kilka minut po godzinie 23:00 para sympatycznych przewodników poprowadziła nas do miejsc związanych z historią Litzmannstadt Getto. Z 14/15 maja 2011 na terenie Łodzi zbiegło się w czasie kilka imprez. Święto Łodzi, Urodziny Manufaktury, Noc Muzeów. Wielu Łodzian wyległo na ulice. Wielu też powinno pozostać w domach. Zwłaszcza ci o słabych głowach i skłonnościach do agresji.  Podczas zwiedzania spotkaliśmy się z całkiem nieprzyjemnymi słownymi atakami napitych facetów mających pewnie też nadzieję na jakieś udane mordobicie. Cóż klimat bałuckich nocy.

       

      Narożna kamienica Zgierska/Wojska Polskiego. Podczas osadzenia w Litzmannstadt Getto mieszkała w niej Alina Szpocznikow, przyszła światowej sławy rzeźbiarka.

      Te kamienice także pamiętają czasy Getta. Mieściły się w nich resort rozdziału żywności, którą zwożono i magazynowano na Rynku Bałuckim oraz muzeum gettowe.

       

      Nocny widok z dawnego placu targowego Jojny Pilcera na kościół pw NMP na placu Kościelnym. Kościół znalazł się na terenie Litzmanstadt Getto i był wykorzystywany przez hitlerowców na magazyn odzieży Żydów mordowanych w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem. Następnie Niemcy urządzili w nim sortownia puchu i pierza.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Noc z guzikiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 maja 2011 00:26
  • niedziela, 15 maja 2011
    • W cieniu

      W niedzielę ósmego maja przez kilka godzin błądziłem po rozległm Cmentarzu Żydowskim w Łodzi. Wyjątkowo udało mi się dotrzeć na czas na ulicę Zmienną i przywitać się z Huannem. Dołączyłem do grupy kursantów przewodnickich. Kiedy po zwiedzeniu Domu Przedpogrzebowego przekroczyliśmy bramę cmentarza na chwilę oddaliłem się od grupy, aby krążyć po wschodniej stronie głównej alei w poszukiwaniu grobu pewnego człowieka. Początkowo nie odnalazłem grobu, choć jak poźniej się zorientowałem kilkakrotnie przeszedłem obok niego. W tym czasie moja grupa przemieściła się i straciłem ją z oczu. Wróciłem zatem do swoich poszukiwań.

      Oto mauzoleum  Izraela Poznańskiego, człowieka wielkich interesów. Budowla okazała i piękna. Solidna jak dzieło, którego dokonał wznosząc swoje imperium fabryczne.

      Na wprost odnowionego mauzoleum, na pierwszym planie zdjęcia, prawie stapiająca się z ziemią skromna płyta nagrobna.

      Znalazłem...  

       

      "B.P.
      Menachem Bornsztajn
      ur. 15 II 1890 r.- zm. 18 VI 1960
      Żona"

      To grób człowieka całkiem innych interesów. Tu spoczywa Menachem Bornsztajn, legendarny łódzki gangster znany jako Ślepy Maks. To jego grobu szukałem. Dlaczego ? Za sprawą pewnej historii, której wysłuchałem przed wielu laty. Opowiedziała mi ją pani P.

      Przez prawie dwadzieścia powojennych lat pani P. handlowala na Zielonym Rynku, dzisiejszym placu Barlickiego w Łodzi, który jest obecnie uporządkowanym targowiskiem. W tamtych latach rynek wyglądał inaczej. Zapełniały go drewniane budki. Pani P. handlowała głównie ciężkimi wzorzystymi kapami jakimi nakrywano łóżka, materiałami i chustkami stylonowymi. Bardziej chodliwym towarem były chustki, które powszechnie nosiły w tych latach kobiety na wsi i miastach.
      Władza ludowa gnębiła "prywaciarzy" i w związku z tym częste były w tych latach między innymi naloty urzędników skarbowych na handlujących na rynku. Nie ograniczały się one bynajmniej do drobiazgowej kontroli faktur i ksiąg handlowych. Robiono przy tym także rewizje połączone z odrywaniem wewnętrznych okładzin ściennych i w poszukiwaniu ukrytych towarów. Pani P. była skłonna juz zlikwidować interes, gdy ktoś ze znajomych poradził jej, że warto zwrócić się o pomoc do Ślepego Maksa. Jak powidziała mi, niezbyt była zachwycona tą radą jednak, choć z obawą, ale postanowiła zaryzykować. Udała się pod wskazany adres, bodajże było to przy ulicy Gdańskiej, gdzie miał mieszkać Ślepy Maks. Drzwi otworzyła jej kobieta i wprowadziła do dużego pokoju. Przy zastawionym stole siedział Bornsztajn. Dalszy ciąg wizyty miał mniej więcej przebieg jak podczas posłuchań klienteli u Don Vito Corleone. No, może tylko bez całowania w sygnet. Ślepy Maks, który sprawiał wrażenie dobrze poinformowanego w sprawie, po wysłuchaniu pani P. powiedział:

      - Pani P., niech pani idzie spokojnie handlować. Niech pani pilnuje interesów. Wszystko będzie dobrze.

      Bornasztajn nie postawił żadnych warunków. Pani P. nieco rozdygotana po spotkaniu z gangsterem wróciła do domu.  Przez jakiś czas miała wrażenie, że ją i jej najbliższych ktoś śledzi. Pod kamienicą, w której mieszkała kręcili się jacyś dziwni, wcześniej nie zaobserwowani mężczyźni bacznie się jej przyglądający i niekiedy za nią podążający. Wkrótce skończyły się uciążliwe "naloty" na jej kiosk z chustkami stylonowymi. Po kilku latach od tego zdarzenia pani P. ostatecznie zrezygnowała z handlu i wraz z rodziną przeprowadziła się na wieś. Menachema Bornsztajna-Ślepego Maksa nigdy więcej nie spotkała.
      Ślepy Maks ma swoją notę biograficzną w Wikipedii.

      *

      Zdjęcia z Cmentarza Żydowskiego.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „W cieniu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 maja 2011 21:35
  • sobota, 07 maja 2011
    • Nad Widawkę

      Dłuuugaaa trasa. Wspólny start nastąpił w Tuszynie przy DK 1. Pod bezchmurnym niebem poprowadził nas Yaroo.

      Droga z Mzurek do Widawy usiana  niebezpiecznymi ubytkami w asfalcie. Szkoda. Udało się przejechać bez szwanku, ale nocnej jazdy rowerem po tej drodze nikomu nie życzę. Nawierzchnia poprawiła się kilka kilometrów przed Widawą.

       

      Most na rzece Widawce w Rogóźnie k/Widawy.

      Rzeka Widawka w Rogóźnie k/Widawy.

      W Widawie zatrzymaliśmy się na posiłek w barze przy dworcu autobusowym.

      Strońsko. Na miejscowym cmentarzu kwatera żołnierzy poległych podczas bitwy w 1939 roku nad Wartą w Strońsku i Beleniu.

      Przed sklepem w Rossoszycy.

      Rzepakowe pole. Wracamy.

      Kiedy dojechaliśmy do Rzgowa niebo było już zasnute chmurami.

      222 km.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Nad Widawkę”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      sobota, 07 maja 2011 23:51
  • wtorek, 03 maja 2011
  • poniedziałek, 02 maja 2011
    • Długie ramię bombardiera

      Pogoda w dniu 1 maja była taka, jaka była. W nocy grzmiało, a w dzień wiało.

      Jadąc do Andrespola na spotkanie z Yaroo wypadło mi pokonać uroczą ulicę Polskich Kolei Państwowych utopioną na samym wjeździe w wielkich kałużach. Ten obrazek i stan nawierzchni oraz położenie ulicy naznaczonej tak ważnym patronem koresponduje z sytuacją tonącego i sypiącego się kolejnictwa. Przejeżdżając przez tory po nierównościach betonowych płyt miałem wrażenie, że już po dętce przedniego koła. Snake beat? Ufff, na szczęście to było tylko wrażenie chociaz dobicie było pewne i mocne. Czym prędzej doładowałem powietrzem oponki. Kolejna przedziwna ulica przecięta torami kolejowymi i upstrzona potłuczonymi butelkami ma za patrona Jana Gotlieba Blocha, ojca Kolei Fabryczno-Żelaznej. Zbudował ją w XIX wieku dla Łodzi.

      Łódź, ul. Polskich Kolei Państwowych. Widok od ul. Zakładowej.

      Rawa Mazowiecka. Zejście z DK76 do zamku.

      Rawa Mazowiecka. Ruiny zamku książąt mazowieckich. Budowla nie miała szcześcia. Najpierw najazd szwedzki, a potem piorun doprowadziły między innymi do popadniecia budowli w stan ruinalny. Konieczna była fragmentaryczna rekonstrukcja, aby cokolwiek ocalało od zapomnienia.

      Przypadkowo trafiłem na taka ciekawostkę. Czapnictwo to jedno z ginących rzemiosł, a tu proszę ta pracownia ma się jeszcze dobrze, lecz jak długo?

      W Rawie Maz. byliśmy bardzo krótko. Powrót do Łodzi drogą nr 72. Pod wiatr.

      W Rogowie na przejeździe kolejowym przymusowy postój. Bombardier opuścił ramię i zatrzymał wszelki ruch kołowy.

      Wkrótce przemknął pociąg widmo. Bombardier zlitował się nad nami podnosząc ramię'

      I to koniec opowieści z przejechanych 152 km.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Długie ramię bombardiera”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 maja 2011 00:20

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka