staahoo

Wpisy

  • środa, 31 grudnia 2008
    • Sylwestrowe kołowanie

       ....bez Sylwestra.

      No i nie wytrzymałem. Około godziny siedemnastej  postanowiłem przekręcić trochę kilometrów. Ostatni dzień 2008 roku bez szosy? Nie! Ulicą Łagiewnicką wzdłuż budowanej drogi rowerowej, jeszcze asfaltem, a nie kostkowobetonowym koszmarkiem. Droga obecnie kończy się nagle na wjeździe do posesji nr 299. Nie wiem jak z jej dalszym przebiegiem. Teraz kończy się na skraju doliny Bzury i jeśli tak pozostanie to łódzcy cyklościeżkowcy będą musieli zjechać na asfalt i będzie to bardzo niebezpieczne, ponieważ to miejsce znajduje się tuż za łukiem jezdni. Ciekawe co dalej? Tak czy owak drogi rowerowe osaczają mnie ze wszystkich stron. Tfu, na psa urok!

      Przy hippodromie skręciłem w prawo i Okólną przez Modrzew dotarłem do ul. Strykowskiej, którą planuje się poszerzyć do trzech pasów ruchu w obu kierunkach i oczywiście będzie też, a jakże, droga rowerowa. Tfu! Biedna "Strykowska"-szosowe dywizje będą się ścigać na drodze rowerowej?  Kto chce zabić kolarstwo? Jak znam życie ścieżynka będzie z kostki. Już tam pewnie jej producenci zacierają łapska na myśl o lukratywnym biznesie, aż się naskórek sypie. Obym się jednak mylił, może ktoś oprzytomnieje i droga rowerowa będzie asfaltowa i szeroka. Osobiście wolałbym szerokie asfaltowe pobocza, wtedy możnaby jak dzisiaj śmigać 36-50 km/h w kierunku Strykowa i dalej.

      Na Strykowskiej pustawo i smętnie. Asfalt czarny i suchy. Na sosnowieckim rondzie skręciłem w kierunku Zgierza. Szybko zaczęło zmierzchać i wróciłem już po ciemnicy. Dużo tego kręcenia nie było bo tylko 32 km, ale samopoczucie zdecydowanie poszło na plus w mroźnym powietrzu.

      1

      Droga Zgierz-Stryków. Wąska, ale dobrze się po niej śmiga.

      2

      Auuuuuuu!

      3

      Tak, to ON ! Ujrzałem jak Stary Rok przemknął polem....

      4

      4

      Ul. Łagiewnicka nr 299. Plan wykonany? Tu kończy się droga rowerowa, dalej asfaltem. Może będzie zbudowana kładka nad Bzurą, co bardzo wątpliwe.

      5

      *

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Sylwestrowe kołowanie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      środa, 31 grudnia 2008 20:24
  • wtorek, 30 grudnia 2008
  • niedziela, 28 grudnia 2008
  • środa, 24 grudnia 2008
  • czwartek, 18 grudnia 2008
    • Małe bum !

      Wczoraj miałem krótką rozmowę z kolegą Konradem i oględziny jego roweru. Otóż kilka godzin wcześniej Konrad jechał ścieżką rowerową ul. Łagiewnicką w kierunku centrum i w chwili gdy wjeżdżał na skrzyżowanie z ul. Kasztelańską został zaatakowany przez samochód dostawczy. Na szczęście nie wynikły z tego zdarzenia żadne tragiczne następstwa ani dla Konrada, ani dla jego roweru. Kierowca nawet nie zauważył, że ktoś wylądował na boku jego samochodu i jak gdyby nigdy nic skręcił w Łagiewnicką w kierunku Al. Sikorskiego i odpłynął w siną dal. Zdecydowanie nie zachował on należytej ostrożności dojeżdżając do skrzyżowania z drogą dla rowerów, a stoi tam jak byk znak ostrzegający o istnieniu takiego dziwoląga. Powinien był potroić swoją uwagę zbliżając się do skrzyżowania, gdyż widoczność w tym miejscu ogranicza wysokie ogrodzenie betonowe.

      Ulica Kasztelańska jest na krótkim fragmencie asfaltowa, a dalej to droga gruntowa przecinająca tory kolejowe i prowadzaca brzegiem Lasu Łagiewnickiego do ul. Wycieczkowej (ścieżka rowerowa). W przeszłości przy przejeździe kolejowym miała miejsce strzelanina, ale nikt nie strzelał do rowerzysty. Policja kontra uciekający handlarze alkoholem. Była to w Łodzi dosyć głośna sprawa. Zastrzelona została kobieta należąca do grupy rozprowadającej nielegalnie alkohol na Rynku Bałuckim.

      I jeszcze słowo o ścieżkach rowerowych, bo to ostatnio temat ogórkowo-choinkowy w łódzkiej prasie. W Dzienniku Łódzkim, w krótkim artykuliku z cyklu "Skąd ta nazwa", tym razem o ul. Wycieczkowej, Marcin Bereszczyński tak napisał: "Przy ulicy Wycieczkowej zbudowano pierwszą ścieżkę rowerową w Łodzi, którą nadal bardzo cenią rowerzyści, nie tylko z powodu urokliwej trasy, ale także dlatego, że do obecnych czasów pozostała ona równa."

      Niestety tę sielankę równej asfaltowej nawierzchni pamiętającej czasy krasnoludków psują liczne wyjazdy z posesji przecinające ścieżkę, które czynią z niej tor przeszkód. Autora zapraszam na wspólną przejażdżkę rowerem szosowym, bo takie też istnieją.   Czepialski jestem, pewnie przez wirusy, które mnie chcą zamęczyć.

      Łódź, ulica Wycieczkowa. Najstarsza w mieście ścieżka rowerowa. Jesienią przykryta opadłym listowiem.

      Tu będę zgodny, w tej scenerii ścieżka rowerowa wzdłuż ul. Wycieczkowej ma niezaprzeczalny urok.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Małe bum !”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 grudnia 2008 12:13
  • środa, 17 grudnia 2008
  • sobota, 13 grudnia 2008
    • Szejkowanie

      ...trzynastogrudniowe. 

       

      13 grudnia roku pamiętnego mieszkałem w pewnym blokowisku na Bałutach. Obudziłem się około godziny ósmej.  Z siódmego piętra wielkopłytowego bloku miałem dobry widok na okolicę. Wyjrzałem przez okno. Śnieg, biało. Niżej, kilka czteropietrowych bloków, a przed nimi samochody milicyjne i gaziki wojskowe. Oho, coś się dzieje ciekawego. Ano, działo się.  Te samochody przyjechały po swoich. W czteropietrowych blokach w większości mieszkali funkcjonariusze MO i podobnych służb oraz wojskowi. Teraz w mundurach wyskakiwali z klatek schodowych, pakowali się do samochodów i z warkotem odjeżdżali. Ktoś w domu włączył telewizor i wszystko stało się jasne. Na ekranie pojawił się Jaruzelski. Jak zwykle sztywny, monotonnie odczytywał swoją kwestię co, jak i dlaczego wprowadził. I potem jeszce raz i jeszcze, i tak do znudzenia.. Później ekran wypełnili służalczy dziennikarze DTV wtłoczeni w mundury i zaczęli jeździć po obywatelach PRL. Telefony bełkotały dowcipne :"-Rozmowa kontrolowana". W domu zrobiło się małe zamieszanie z powodu nadmiaru różnorakiej bibuły. Wkrótce została w bezpieczne miejsce wyniesiona i ukryta w beczkach z kiszoną kapustą. Z publikatorów wkrótce zaczęły napływać bardzo niemiłe wiadomości, a pośród nich i takie jak ta o pewnym emerycie, który w Aleksandrowie Ł. zaatakował zabytkową szablą patrol ZOMO. Pewnie nikogo nie usiekł, ale w eter poszło to z odpowiednio jadowitym komentarzem. Około południa  pojechaliśmy z E.J. na Piotrkowską pod budynek Zarządu Regionu Solidarności Ziemi Łódzkiej. Było już po wszystkim. Duża kamienica została kompletnie zdewastowana po zdobyciu jej przez walecznych zomowców. Teraz tworzyli oni podwójny kordon, którym oddzielali tę część ulicy od gromadzacych się mieszkańców Łodzi. Były to w przeważającej części starsze, albo bardzo stare kobiety, trochę  młodzieży i trochę facetów w nieokreślonym wieku. Zomowcy co jakiś czas wystrzeliwali w kierunku tłumu puszkę z gazem łzawiącym, a tłum odrzucał lub odkopywał te puszki w odwrotnym kierunku. Dowodzący rzucał krótkie: "- Na obywatela! " i ciężkozbrojni o gębach obrzmiałych i czerwonych, wrzeszcząc i waląc bojowymi pałami w tarcze, postępowali kilkanaście kroków w kierunku obywateli. Tłum cofał się, a potem cofali się zomowcy. Wszystkim było zimno. Wróciliśmy do domu. Nastrój minorowy. Późnym wieczorem i w nocy ciągle zdawało nam się, że słyszymy jadące czołgi, a to cisza nocy była taka głośna.

      Pierwszy dzień w pracy był też powalający. Nasz przełożony zebrał wszystkich na korytarzu i wygłosił mowę umoralniająco-ostrzegawczo-pogróżkową i trzeba było się pilnować co kto robi, co i do kogo gada... Kiedy wróciłem na zajęcia na UŁ części znajomych już nie zobaczyłem. Władza postarała się o to, aby nie ukończyli studiów....

      W porównaniu z tamtą, dzisiejszej nocy mało spałem. Ktoś mi odstąpił wirusa i woda popłynęła z lewej dziurki nosa. Większą część nocy przesiedziałem na łóżku smarcząc w ligninę..

      .......................................

      Teraz szejkowanie łańcucha !

      Tera Cię wytrząchnę!

      1

      Kiedy wytrzepoliłem w rozpuszczalniku dwóch zapaprańców, SRAMa i jego koleżkę Connexa, osuszyłem i wytarłem szmatką łobuzów. Założyłem drani na napędy, spiąłem spinkami i namaściłem, aby dobrze jeździło się im po zębach. Jeśli się nie zasmarczę na full to może jutro pokrecę.

      Po ciężkiej pracy przysługuje posiłek regeneracyjny.

      Ziemniaki zwane też pyrami

      2

      Poćwiartowane ciało biednego kurczaka w niby chińskim sosie

      3

      Zjadłem !

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Szejkowanie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      sobota, 13 grudnia 2008 19:31
  • wtorek, 09 grudnia 2008
  • niedziela, 07 grudnia 2008
    • Facet w czepku,

       czyli "cyklista szczęściarz przezorny" (Calleh).

       

      7 grudnia 2008.  Dzisiejszy ranek okazał się mglisty i nawet pies nie miał zbytniej ochoty na dłuższy spacer. Pod Orlenem czekał tylko Alheko. Zawijasem pojechaliśmy do Łęczycy. Start Strykowską, potem w lewo w Okólną do Modrzewia i pod klasztor w Łagiewnikach. Tam asfalt przecięła nam spora grupa piechurów podążająca do Lasu Łagiewnickiego. Pośród nich objawił się Mariusz, kolega, z którym o mało co nie potopiliśmy się w bagnach na Trakcie Janowskim. Miłe spotkanie, ale my w swoją stronę, a Mariusz w swoją. W Skotnikach skręciliśmy tuż za mleczarnią w lewo i zjechaliśmy do Łagiewnik Nowych. Dalej w prawo i skręt do Maciejowa. W Rozalinowie ze wzgórz zjechała na asfalt grupka ciężkozbrojnej młodzieży na mtb. Wyprzedziliśmy ich i niebawem znaleźliśmy się na zgierskiej ul. Szczawińskiej. Piękna nowa nawierzchnia i przyjemne cięcie. Ledwie jednak zjechaliśmy z pierwszej górki Alheko złapał gumę.

      Facet w czepku z lycry

      1

      Ciekawski

      2

      To co cykliści lubią najbardziej

      3

      Zgierz, ulica Szczawińska

      4

      To? To maja buła!

      5

      W poczekalni dworca autobusowego w Łęczycy. Czysto i wręcz gorąco. Można tam było biwakować i do przyszłej niedzieli.

      ...i jeszcze ciepłe picie !

      6

      Mało, że w czepku z lycry pod kaskiem to jeszcze miał przy sobie zapasową dentkę, kolegę z dobrze dmuchajacą pomką, bułę Małysza i termos z ciepłym piciem. Dwoma słowami: cyklista szczęściarz!

      112 km.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Facet w czepku,”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      staahoo
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 grudnia 2008 18:19
  • sobota, 06 grudnia 2008

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl statystyka